Gimnazjum pod patronatemLinux.pl

Euronet 50/50 max
Oficjalna strona projektu
Nasze planowane działania w projekcie
Logo projektu
Menu
Główna
Dyrektor
Nauczyciele
Historia szkoły
Galeria zdjęć
Prezentacje
Dziennik elektroniczny
Dziennik
Kliknij na link powyżej, aby przejść do strony logowania idziennika
Dodatkowa oferta edukacyjna
Innowacje pedagogiczne
Programy autorskie
Dokumenty szkolne
Dokumenty do pobrania
Reforma 2017
Statut 2017
Szkolny Zestaw Programów Nauczania
WSO 2017
Legendy naszego regionu
Bociania sprawiedliwość
Chłopskie szczęście
Czarcia zapłata
Droga do piekła
Legenda o dzwonie, co miał litościwe serce
Niewdzięczne dziecko
Niezwykła żona
Piekielne polowanie
Skarb
Skrzacie wesele
Srebrne psy
Suknia wodnicy
Trójnożny zając
Zaczarowana studnia
Zaklęte ptaki
Złoto czarnego psa
Statystyki
userów na stronie: 0
gości na stronie: 3
Artykuły > Legendy > Zaklęte ptaki

Zaklęte ptaki

 

Sebastiana szykowano już do snu. Rodzice planowali wizytę u przyjaciół i poprosili babcię Elę, by  została  wieczorem z wnukiem.  Babcia i wnuk bardzo lubili te wieczorne spotkania, kiedy do pokoju nie wchodziła mama z  dziesiątkami pytań:

- A może kawy byś się napiła?….

- A słyszałaś mamo , co się przydarzyło naszym sąsiadom?...

- Wiesz mamo, Sebastian namalował cię w przedszkolu, miałaś wielką różową kokardę na głowie i  ogromne  zielone oczy….

-A ty, Sebastianku nie chcesz  przypadkiem jeść?...

Mama zawsze znajdowała tysiące powodów, by  przeszkodzić babci i wnukowi. Kiedy otwierała drzwi , natychmiast czmychały pod łóżko wszystkie przywołane przez babcię skrzaty. Królewny  chowały się za kotarę , a czarodziejski dywan leżał jak grzeczny pies,  pilnujący  kapci ustawionych  obok łóżka . Ale kiedy rodzice wybierali się do kina,  lub w odwiedziny do znajomych , a babcia nie spieszyła się do pracy, wtedy cały dom zamieniał się w zaczarowany okręt, który płynął do krainy fantazji.  Babcia Ela znała chyba wszystkie bajki, które każda babcia znać powinna. Zdarzało się często, że przytulona do wnuka tak się w opowiadaniu  zapędziła, że kiedy rodzice wracali do  domu , zastawali  ich oboje pogrążonych w głębokim śnie. Babcia Ela tłumaczyła, że to piaskowy dziadek, nasypał jej

 i Sebastianowi piasku w oczy , dlatego musieli natychmiast zasnąć. Trudno było zrozumieć dlaczego rodzice się śmieją i mówią:

- Babcia Ela sama się swoimi opowieściami uśpiła….

Babcia Ela także się śmiała, bo ogromnie kochała wnuka i specjalnie dla niego wymyślała coraz to nowe bajki, a że czasem  sen był szybszy, niż jej opowieści, nic na to poradzić nie można. Ale tego dnia babcia spóźniała się. Sebastian  wiercił się w łóżeczku , co kilka minut  dopytując się , czy babcia na pewno przyjdzie? Mama także niespokojnie krążyła po mieszkaniu, co chwila poprawiając  w łazience fryzurę, która nie wymagała poprawek.

Wreszcie ktoś zadzwonił do drzwi. Babcia Ela przekroczyła próg i wyciągnęła ramiona do  wnuka:

- Witaj mój królewiczu, czy mnie się wydaje, czy znowu podrosłeś?... Poprzednim razem nie dosięgałeś mi do paska, a teraz … ho, ho…  już nad pasek od spódnicy sięgasz!

Wyprostował się Sebastian dumnie, ale mama zauważyła:

- Poprzednim razem miałaś bardzo szeroki pasek, a teraz masz bardzo wąziutki.

- Ach, moja córko, czy ty nie wiesz, że królewicze rosną  codziennie  po troszeczku, a jak piją mleko to i w nocy rosną po troszeczku?! No, dość żartów! Przepraszam was za spóźnienie, ale

zaprzyjaźniony leśnik zawiózł mnie dzisiaj  w bardzo ciekawe miejsce, gdzie mieszkają zaklęte ptaki - błotniaki łąkowe. Tak się  mi szukanie gniazd błotniaków spodobało, że  nie patrzyłam na zegarek, a tu  się nagle bardzo późna godzina zrobiła…  

- A gdzie ty właściwie byłaś, mamo?

- Między Runowem Sławieńskim a Słonowicami… Tam są bardzo  rozległe łąki, gdzie znajdują się lęgowiska błotniaków. Leśnik chciał je zobaczyć, zanim zaczną się sianokosy, bo wtedy  maszyny niszczą gniazda tych ptaków. Ponieważ to bardzo cenny gatunek zagrożony wyginięciem, leśnik   przed sianokosami przyjeżdża na  te łąki i przenosi gniazda  w bezpieczne miejsca. Ja mu dzisiaj towarzyszyłam. Przyglądałam się tym ptakom z wielką ciekawością, bo nigdy wcześniej ich nie widziałam. Leśnik opowiadał mi, że kiedyś ptaki te  gnieździły się  w dolinach rzek, na podmokłych łąkach , rozległych bagnach, ale  te tereny osuszano i ptaki zaczęły  szukać dla siebie miejsca na polach żyta, rzepaku i na łąkach. Mój przewodnik - leśnik zdradził mi wielką tajemnicę, że są to ptaki zaczarowane…skazane przez Pana Boga  na tułaczkę…

- Dlaczego zaczarowane , babciu?...- Sebastian  oczy miał szeroko otwarte ze zdziwienia.

- Zaraz ci wszystko, wnusiu opowiem, ale najpierw  pożegnajmy rodziców i życzmy im dobrej zabawy!

Kiedy za rodzicami zamknęły się drzwi ,  babcia  przytuliła wnuka i powędrowała z nim do dziecinnego pokoju.

-Czy wiesz, wnusiu jak wyglądają błotniaki?

- Nie babciu, nawet w telewizji ich nie widziałem…

- To bardzo rzadki ptak i bardzo mało znany. Pani błotniakowa ma prawie pół metra

 długości i jest dużo większa od swojego męża. Ma rudobrązowy kolor, a pod spodem brzuszka jej pióra są śmietankowe  i widać na nich podłużne brązowe plamy. Pan błotniak jest szary , natomiast pod brzuszkiem ma białe upierzenie z brązowymi kreskami. Ma mocny czarny dziób, którym łowi myszy, chrząszcze, nornice,  rozbija jaja ptasie…

 Kiedy błotniaki rozkładają skrzydła w locie, mają one ponad metr rozpiętości. Te ptaki lecą bardzo wysoko i łatwo je od innych  odróżnić , bo w czasie szybowania   wąskie skrzydła układają się ukośnie w kształt litery V. Kiedy latają  w pobliżu własnego gniazda, bardzo mocno kołyszą się na boki. A w tym gnieździe, uplecionym na ziemi z  trawy, łodyg zbóż i  drobnych gałązek siedzą małe,  rdzaworude   pisklaki, które rozdziawiają dzioby i wołają  jeeeeeeść, jeeeeeść…

 - A dlaczego, babciu Pan Bóg je zaczarował?

- To stara i  długa historia. Działo się to  wtedy, gdy dobry Pan Bóg stwarzał świat. Kiedy  stworzył wszystkie ptaki kazał się im wszystkim zgromadzić wokół mętnego i ogromnie  zarośniętego jeziora.

- Wszystkie stworzenia muszą wykonać jakąś pracę – powiedział Pan Bóg do zgromadzonych ptaków. - Choć was stworzyłem po to, byście zapełniały przestworza, jednak na ziemi szukać będziecie czystej wody do picia i pożywienia. Pozwalam teraz każdemu z was wybrać, czy chce prowadzić dzienny czy nocny tryb życia. Podchodźcie do mnie i wybierajcie. Ustawiły się ptaki przed bożym majestatem i  opowiadały, jak chciałyby żyć. Sowa prosiła o dobry wzrok, co pozwala widzieć w ciemności, bocian o długie nogi, które brodzić w wodzie pomogą, jaskółka o szybki lot , dzięki któremu muchami się pożywi.

  Przesuwały się przed obliczem boskim ptaki, aż wreszcie przyszła pora na błotniaki. Ale pan błotniak i pani blotniakowa nie mogli dojść do porozumienia. On chciał polować w dzień, ona w nocy.  Tak się okropnie kłócili, że  Pan Bóg  dał  samiczce  znak księżyca na siedzeniu, zaś  samczykowi   zaznaczył na głowie biały kształt słońca.

-Polować będziecie o świcie, gdy noc już mija, a dzień jeszcze się nie rozpalił dziennym światłem- powiedział dobry Pan Bóg i nakazał błotniakom zabierać się za oczyszczanie jeziora, przy którym inne ptaki już dawno pracowały. Ale błotniaki nie chciały  posłuchać polecenia:

- Dobry Boże dałeś nam piękne, jasne pióra i śliczne żółte nogi,  przecież  się w błocie nam ubrudzą!  Nie chcemy iść do pracy! -  marudziły błotniaki.

 - Zgoda – odrzekł Pan Bóg . -  Skoro nie chcecie pracować, nigdy nie wolno wam będzie napić się wody z  płynących potoków i czystych jezior. Od tej pory będziecie gasić pragnienie tylko w kałużach  wody deszczowej i tym, co znajdziecie na bagnach, wśród kamieni i drzew! Będziecie tak długo szukać kropli wody, aż wasze  niebieskie oczy  przybiorą kolor suchego piasku, a na skrzydłach  pojawią się czarne pręgi . Jedną część roku  będziecie spędzać na urodzajnej ziemi, gdzie pożywienia będzie w bród, ale  podczas drugiej części roku  po wsze czasy będziecie biedować w piaskach pustyni! Taka jest moja wola i taka kara za lenistwo! 

Jak postanowił dobry Pan Bóg, tak się też stało. Kiedy podczas wielkiej suszy wszystkie ptaki zlatują się do wodopojów przy strumieniach, czy jeziorach, błotniaki krążą  nad nimi

 i spragnione wołają:

-Piiiiiić, piiiiiiić, piiiiiiić…..

Kiedy nastaje jesień  muszą opuszczać nasze łąki i odwiecznym szlakiem  lecą  na południe Sahary.Tam dobry Pan Bóg wyznaczył tym zaklętym za lenistwo ptakom, nigdy nie kończącą się pokutę….

- Babciu, czy mogę pojechać z  tobą do Runowa Sławieńskiego?  Chciałbym zobaczyć te błotniaki z twojej bajki. Ja też chciałbym pomagać panu leśnikowi w ratowaniu ich gniazd !

Bardzo mi żal tych ptaków…

- Każdy powinien im pomóc, wnusiu bo te piękne ptaki  giną na naszych oczach i każdego roku jest ich coraz mniej.  Łąki między Runowem a Słonowicami , to bardzo malownicze tereny   gdzie żyje wiele gatunków zwierząt zagrożonych wyginięciem. Pojedziemy tam, żebyś zobaczył jaka bogata jest nasza przyroda, zaledwie kilka kilometrów od domu. 

 

 

komentarz[0] |

© 2008 GIMS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
 
powered by jPORTAL 2 & UserPatch