Gimnazjum pod patronatemLinux.pl

Euronet 50/50 max
Oficjalna strona projektu
Nasze planowane działania w projekcie
Logo projektu
Menu
Główna
Dyrektor
Nauczyciele
Historia szkoły
Galeria zdjęć
Prezentacje
Dziennik elektroniczny
Dziennik
Kliknij na link powyżej, aby przejść do strony logowania idziennika
Dodatkowa oferta edukacyjna
Innowacje pedagogiczne
Programy autorskie
Dokumenty szkolne
Dokumenty do pobrania
Reforma 2017
Statut 2017
Szkolny Zestaw Programów Nauczania
WSO 2017
Legendy naszego regionu
Bociania sprawiedliwość
Chłopskie szczęście
Czarcia zapłata
Droga do piekła
Legenda o dzwonie, co miał litościwe serce
Niewdzięczne dziecko
Niezwykła żona
Piekielne polowanie
Skarb
Skrzacie wesele
Srebrne psy
Suknia wodnicy
Trójnożny zając
Zaczarowana studnia
Zaklęte ptaki
Złoto czarnego psa
Statystyki
userów na stronie: 0
gości na stronie: 1
Artykuły > Legendy > Niezwykła żona

Niezwykła  żona

 

Jest taka wieś na Pomorzu, gdzie przychodzą na świat kobiety niezwykłe. Badający stare obyczaje etnografowie napisali wprawdzie, że  Płaszewo  jest  jednym z wielu miejsc  na Pomorzu, gdzie rodzą się czarownice, ale  to w żadnym wypadku   nie może być prawda.

 W tej wsi zawsze kobiet było mniej, niż mężczyzn i  dlatego złośliwi sąsiedzi   rozsiewali   paskudne plotki. Po prostu  bali się mądrych kobiet z Płaszewa, które nigdy nie traciły głowy

i radziły sobie w najbardziej kłopotliwych sytuacjach. Ale ta przepiękna, niezwykle malownicza wieś ma także swoją  tajemnicę.  Każdego roku na śródleśnej polanie   na południe od wsi, w czasie nocy świętojańskiej , wyłania się spod ziemi  zaczarowana studnia. Jeżeli  w wigilię dnia świętego Jana, o północy   pochyli się nad nią  człowiek  potrzebujący pomocy, podziemne siły  wyrzucą z czeluści  przedmiot  rozwiązujący wszystkie  kłopoty. Ale  żeby  zaczarowany przedmiot dostać, trzeba najpierw pościć przez miesiąc i każdego dnia odmawiać modlitwy do wszystkich świętych, nie pomijając żadnego z nich . Przeoczenie nawet najmniejszego świętego powoduje fiasko całego przedsięwzięcia. Zaczarowana studnia była w płaszewskim lesie od zamierzchłych czasów, ale  niewielu ludziom starczało odwagi, siły woli,  wytrwałości i dyscypliny, by przygotować się  na spotkanie z podziemnymi siłami.

Ja znam  dziewczynę niezwykłą, której zaczarowana studnia dała laskę.  Opowiem wam o niej…. Zanim jednak poznacie piękną Katrinę, załóżcie stary beret babci, bo będziemy szybko  mknąć w przeszłość!  Jesteście gotowi? Włączamy  stare radio, które bez trudu potrafi cofać czas. Ma ono takie malutkie, magiczne, zielone światełko. To właśnie ono nas przeniesie w przeszłość. A więc pędźmy! Sto lat  w przeszłość? Nie, nie…. to za blisko! Dwieście lat w przeszłość? Nie, nie …. wtedy już były na świecie wnuki Katriny. A  zatem , zatrzymajmy czas na roku 1710!  Płaszewo jest wtedy maleńką wioseczką ,  stanowiącą lenno rycerza Heninga. Ale nie szukajcie tego rycerza  w herbarzu pomorskiej szlachty, bo go tam nie ma! Jeden z kronikarzy napisał kiedyś , że to zmyślony rycerz i tak już zostało na wieki, choć  pan  na płaszewskich włościach był z krwi i kości  mężczyzną . Rycerz Hening miał dwór  w środku wsi. Dwór bogaty, piękny, cały z jesionowego drzewa. Wokół niego  rozkładał się jak wachlarz wielki sad i kolorowy ogród. Jak okiem sięgnąć rozciągały się pola i łąki  rycerza, a  tuż za nimi  trzymały się piaszczystej drogi chłopskie domy. Bogaty i znamienity był rycerz Hening.

Na południowym krańcu wsi mieszkała  wdowa, której mąż  zginął w lesie pod pniem ściętego drzewa. Wdowa była tak biedna, że  musiała pracować jako wyrobnica u innych gospodarzy, by nakarmić syna. Chłopiec od najmłodszych lat  pracował razem z matką. Nigdy się nie skarżył, choć z żalem patrzył na zabawy innych dzieci. Wiedział, że tak być musi. Bogate dzieci się bawią, biedne pracują .

Kiedy zmęczona matka  wieczorami  gotowała  skromną  wieczerzę, chłopiec często widział jej łzy wpadające do garnka .

- Nie płacz matuś, kiedy dorosnę  kupię ci piękne korale! Siądziesz sobie na ławeczce przed domem i będziesz się grzała na słoneczku, a ja na ciebie zapracuję..- mawiał  z wielkim żarem Oskar, obejmując spracowane dłonie matki.

- Tak , tak …synku, będę sobie siedziała na słoneczku , a ty podarujesz mi  czerwone korale…- wzdychała  wdowa przez łzy. – Tak kiedyś na pewno się stanie, bo dobre z ciebie dziecko! Pan Bóg widzi nasza niedolę i kiedyś się nad tobą ulituje.

Oskar nie pozwalał matce płakać. Kiedy tylko jej łzy zaczynały płynąć po  wymizerowanej twarzy on wymyślał zabawne historyjki, by zafrasowaną kobietę rozśmieszyć. Tak mijało lato za latem, zima za zimą. Na południowym krańcu wsi rozsiadła się Bieda i nie zamierzała się ruszyć z miejsca.

Na północnym krańcu wsi mieszkał wdowiec, któremu żona urodziła córkę i  zmarła następnego dnia.  Mała Katrina wychowywała się bez matki, ale bogaty ojciec niczego jej nie skąpił.

Dziewczynka była trzpiotem, którego wszędzie  pełno. Wdrapywała się na drzewa, wybierając  ptakom jajka z gniazd. Z najciemniejszych zakątków lasu znosiła  zaskrońce, małe zajączki  i  piękne kwiaty. Katrina rosła wolna, jak  polny mak. Tak mijało lato za latem, zima za zimą. Na północnym krańcu wsi rozsiadła się Beztroska i grzała się  przy ogniu bogatego wdowca.

Nadeszło upalne lato, gdy zboża wysypywały się z  dojrzałych kłosów. Kto żyw  pomagał przy żniwach. Oskar i jego matka całymi dniami pracowali ciężko na cudzych polach.  Zmieniali się gospodarze, tylko praca się nie zmieniała.  Któregoś dnia  Oskar  znalazł  się na polu  ojca Katriny. Wszyscy żniwiarze  zalewali się potem, by w upale jak najwięcej  ziarna  wyrwać  ziemi.  Schyleni ludzie nawet nie zauważyli  rozbrykanej Katriny, która  przybiegła na pole i rozrzuciła zebrane snopki. Wieczorem  przyszedł wdowiec, by się ze żniwiarzami rozliczyć i zobaczył poprzewracane  snopki.

- Nie dostaniecie zapłaty, jak nie wskażecie mi winnego! – zagroził.

Ludzie stali w milczeniu, z pochylonymi głowami. Nie znali winnego, bo go nie widzieli. Wolno ruszyli drogą przed siebie, wiedząc, że dziś położą się spać głodni. Matka Oskara nie potrafiła powstrzymać łez. Kiedy przechodziła obok  domu wdowca  i zobaczyła go w drzwiach  cicho powiedziała przez łzy:

- Bardzo nas skrzywdziłeś, niech ci Bóg wybaczy! 

Syn objął matkę ramieniem i powiedział:

- Chodźmy do domu, matuś! Bogaty i tak biednego nie zrozumie…

Coś usiłował wdowiec wytłumaczyć, ale matka i syn już go nie słyszeli. Ich figurki malały  na polnej drodze, aż zupełnie znikły. Wdowiec wszedł do kuchni i zobaczył za stołem zapłakaną Katrinę:

- To ja  rozrzuciłam snopki, ojcze! Chciałam się pośmiać…. Ale ta  zapłakana kobieta  spowodowała, że się tego bardzo wstydzę. Ona jest teraz głodna przeze mnie  buuuuu….  ona powiedziała…  skrzywdziłeś nas ,niech ci Bóg wybaczy….  Ona nie pomstowała na winowajcę, poszła zapłakana do domu….. To wszystko moja wina, ojcze! Jestem zła i samolubna!

Wdowiec podszedł do córki i pogłaskał ją po głowie:

- Źle zrobiłaś dziecino, ale to wszystko przez brak wychowania i przez to, że matka cię dobrego od złego nie nauczyła odróżniać, a ja o tym nie pomyślałem. To moja wina, że bez matki się jak dzikus chowasz. Trzeba iść teraz żniwiarzy przeprosić i  garnki im napełnić! Trzeba zaprzęgać wóz i jechać….

Nie minęły dwa pacierze, gdy Katrina ruszyła z domu wozem wyładowanym  workami z ziemniakami , kaszą i mąką. Odwiedzała kolejno żniwiarzy i prosiła o wybaczenie. Po raz pierwszy zobaczyła biedę wiejskich wyrobników i  głodne dzieci. Ten widok  podziałał na piękną pannę jak uderzenie obuchem. Zaczęła się wstydzić dotychczasowego postępowania i  postanowiła się gruntownie zmienić. Wędrowała  cały wieczór od chaty do chaty, przekazując  hojne dary. Wreszcie dotarła także do chaty wdowy na południowym krańcu wsi.

Jakież było zdziwienie Oskara, gdy przed drzwi ich chałupinki zajechał wóz, a próg przekroczyła zapłakana piękna panna. Podeszła do matki Oskara i błagała o przebaczenie. Tak była piękna i  wzruszająca, że chłopakowi serce podskoczyło do gardła.

- Wybaczcie mi, że psotą  pozbawiłam was zapłaty za pracę – płakała Katrina.- Nigdy już nie będę  nikomu dokuczać, tylko mi wybaczcie!

- Nie płacz dziecko,  biednaś ty - bez matki chowana, to i nie wiesz, że źle czynisz…- odezwała się matka Oskara.

Dziewczyna obróciła się jak fryga i z domu wybiegła, za chwilę wróciła z koszem pełnym jedzenia:

- To dla was, żebyście  spokojnie wieczerzę zjedli!

- Zjedz ją razem z nami… – zaproponował Oskar i dziewczyna po raz pierwszy przyjrzała mu się uważnie. Czerwony rumieniec wypełznął jej na policzki. Za stołem stał piękny, uśmiechnięty młodzian i  patrzył na nią  szeroko otwartymi, szarymi oczami.  Gestem jeszcze raz zaprosił ją do stołu. Katrina siadła, ale jeść nie mogła. Zerkała to na  stół, to na Oskara, to na jego matkę. Bardzo  ciemno już było za oknem, gdy Katrina  ruszyła w drogę powrotną do domu.

Opowiedziała ojcu o wizycie, ale  o szarych oczach pięknego Oskara nie rzekła ni słowa. Od tego dnia zmieniła się Katrina  zupełnie. Już nie wspinała się na drzewa i nie psociła. Uczyła się pracy w gospodarstwie, dokarmiała głodne, wiejskie dzieci a wieczorami spotykała się na drodze pod lasem z Oskarem.

Nie  była z tych spotkań zadowolona matka Oskara.

- Nie dla ciebie synku , bogata  gospodarska córa – mawiała.- Ty majątku żadnego nie masz, cóż jej dać możesz?

- Moje ręce i serce, matko – śmiał się Oskar. – Katrina mnie kocha, ja ją kocham - to wystarczy.

Nic o spotkaniach młodych nie wiedział wdowiec. W tajemnicy przed córką szukał  jej męża, ale  to nie mógł być chłop. Piękna Katrina godna była księcia.  I tego księcia zamierzał jej ojciec znaleźć, by córka została wielką panią.  Pewnego dnia wybrał się  w odwiedziny do  właściciela wsi- rycerza Heninga. Przy szklaneczce gorzałki opowiedział mu o pięknej córce, dla której szuka godnego jej męża.  Nadstawił ucha Hening, o majątek ojca wypytał, o zalety dziewczyny i jej wychowanie. A kiedy dowiedział się, że dziewczyna  bez matki wychowana i  dobrych  manier nikt jej nie nauczył, roześmiał się  głośno:

- Dużo musisz zapłacić, żeby jej męża znaleźć! Przyprowadź  dziewczynę, pokaż ją…. a wtedy może się rozwiązanie znajdzie!

Następnego dnia ojciec przywiódł Katrinę na dwór Heninga. Rycerz, gdy ją zobaczył, aż zaniemówił z wrażenia. Stała przed nim prześliczna dziewczyna, jakiej nigdy nie widział i nie spodziewał się ujrzeć w  zagubionym wśród lasów Płaszewie..

- Ja się ożenię z twoją córką… – powiedział rozgorączkowanym szeptem do ojca Katriny.

- Ale  musi nabrać pańskich manier i ogłady. Przyjdź jutro rano, to dobijemy interesu!

Ucieszony wdowiec pędził do domu jak na skrzydłach. Unikał córki, w obawie przed jej  pytaniami. A Katrina po wizycie na dworze Heninga  była bardzo niespokojna. Wieczorem pobiegła na spotkanie z Oskarem i wszystko mu opowiedziała. Zmartwił się  młodzieniec i markotny wrócił do domu. Matka nawet nie musiała go pytać o powód zmartwienia:

- Mówiłam ci synku, że nie dla ciebie gospodarska córka, boś biedny…

- Co robić matuś, żeby bogactwo zdobyć?

- Nie wiem , synku…

Kiedy nastał ranek, wdowiec pognał na spotkanie z rycerzem. Hening  wyciągnął ze skrzyni ciężki worek, pełen talarów i powiedział:

- Masz tu talary. Jedź do najlepszych krawców w Gdańsku i spraw dziewczynie piękne suknie. Kup jej powóz i  dorodne konie. Zamów porcelanowe talerze i srebrne sztućce. Naucz ją sztuki   rozmawiania z gośćmi i  tańca.  A  jak tego wszystkiego dokonasz, przyjdź do mnie i zdaj mi relację ze wszystkiego….  Potem  damy na zapowiedzi!...

Z workiem pełnym talarów wrócił wdowiec do domu. Katrina czekała na niego niecierpliwie. Zapytany o to, skąd wziął tyle pieniędzy, wszystko jej opowiedział. Dziewczyna zalała się łzami:

-Ojcze, ale ja kocham Oskara i chcę być jego żoną…

- Nigdy się na to nie zgodzę!- zatrząsł się ze złości ojciec. – Pójdziesz ,moja panno, za rycerza

i będziesz wielką panią! To moje ostatnie słowo! Jutro jadę do Gdańska zamówić dla ciebie suknie, a później przyjadą do naszego domu  dostojne damy i będą cię uczyć pańskich manier!

Łzy strumieniem lały się z oczu  Katriny, ale ojciec był niewzruszony. Wreszcie dziewczyna  umęczona płaczem zasnęła.  A wtedy jakaś biała postać  zbliżyła się do niej, przysiadła na łóżku  i  pogłaskała ją po głowie.

- Nie martw się córciu, miłość zawsze zwycięży… – odezwał się głos łagodny i cichy jak szemrzący strumyk.  – Musisz iść w noc świętojańską do leśnej studni, a tam znajdziesz rozwiązanie kłopotów. Ale  zanim tam pójdziesz, musisz przez miesiąc pościć i odmawiać codziennie modlitwy do wszystkich świętych. I pamiętaj, żadnego świętego pominąć ci nie wolno!...

Dziewczyna siadła na łóżku, rozglądając się za osobą, która łagodnym głosem przemawia. Pokój był pusty. Katrina poczuła wielką tęsknotę za matką, jednak nic na nią poradzić nie mogła. Do rana już nie zasnęła, tylko obmyśliwała plan, jak  przez miesiąc pościć, by się  do studni leśnej w noc świętojańską  dostać. Postanowiła się ojcu nie sprzeciwiać przez tyle dni, ile pościć należało, a potem  zdać się na  los i w noc świętojańską  zaczarowanej studni szukać . Tak  się też stało, jak mądra dziewczyna obmyśliła.  Do domu wdowca  przyjechały dwie szlachcianki, które  różnych pańskich sztuk dziewczynę uczyły. Z Gdańska  kupcy przywieźli  dziesięć skrzyń z sukniami, czepcami i  koszulami dla pięknej panny.  Katrina  obojętnie przyglądała się zabiegom ojca, nieobecna duchem, bez uśmiechu. Aż nadszedł dzień  świętego Jana. Wieczorem Katrina wymknęła się z domu i do lasu pobiegła.  Kiedy  zbliżała się północ księżyc zasłoniły gęste chmury. W lesie zrobiło się ciemno i straszno. Przez kilka chwil niczego nie było widać. Katrina bała się ogromnie, ale by sobie dodać odwagi  zaczęła odmawiać litanię do wszystkich świętych. Jeszcze słowa brzmiały w powietrzu, gdy chmury odpłynęły i odsłoniły jasno świecący księżyc. Na polanie zrobiło się jasno i wtedy Katrina zobaczyła wyłaniającą się z ziemi cembrowinę studni. Podnosiła się wolniutko, wyżej i wyżej… Aż zachybotała się , zakręciła  dookoła i stanęła. Katrina podbiegła do studni, nachyliła się nad nią i zawołała:

- Pomóż mi leśna studzienko,  bo  potrzebuję pomocy…

Zabulgotało, zawrzało w studni.  Woda podniosła się wysoko, wysoko… aż przelała się przez  cembrowinę.  Razem z  wodną falą wypłynęła z  dna studni laska, jaką widywała Katrina u pielgrzymów wędrujących  do  Rowokołu- świętej góry Pomorzan.  Chwyciła dziewczyna laskę i  sama do siebie rzekła:

- Co mi po tym kiju sękatym, nie takiej pomocy oczekiwałam.

Ze złością stuknęła laską w ziemię, a wtedy odezwał się ze studni  łagodny głos przypominający  głos matki:

- To zaczarowana laska , córciu. Ona spełni każde twoje życzenie, ale wybieraj je mądrze, bo siła  czarów zamiera w ostatnim dniu roku. Pierwszego dnia nowego roku, rodzą się nowe czary…

Zabrała Katrina laskę do domu i schowała  pod siennikiem łóżka. Minęło kilka dni. Rycerz Henning wezwał wdowca i  kazał mu złożyć relację z postępów w  kształceniu Katriny.  Ochoczo wdowiec o wszystkim opowiedział, ale gdy rycerz zapytał, czy Katrina  jest zadowolona , że będzie żoną rycerza  nagle zamilkł.

- Cóż cię trapi?- zagadnął Henning.

- Katrina kocha biednego wyrobnika i nie potrafię wyrwać go z jej serca… – wymamrotał wdowiec.

- Trzeba go od dziewczyny odsunąć, inaczej ślubu nie będzie!

- Ala jak to zrobić?

- Do jutra coś wymyślę!

Następnego ranka Hening  wysłał do chaty Oskara parobka i kazał się młodzieńcowi stawić natychmiast  we dworze. Zaniepokojona matka  nie potrafiła syna pocieszyć. Oskar ruszył do dworu, ale miał złe przeczucia.

Kiedy stanął przed rycerzem, nisko się pokłonił:

-Wzywaliście mnie, panie….

- Słuchaj parobku, ludzie mówią, że przechwalasz  się swoją  siłą i pracowitością. Masz mi do rana zaorać wszystkie moje pola, a jak tego nie zrobisz  zgnijesz w więzieniu1

- Ależ panie, przecież to niemożliwe, żaden człowiek  takiej pracy nie dokona!

- Ludzie we wsi mówią, że jesteś nadzwyczajnie silny, więc dla ciebie takie zadanie  to błachostka.  No idź już i bierz się do roboty!

Wlókł się Oskar do domu noga za nogą. Czarne myśli kłębiły mu się  w głowie. Już się na śmierć w więzieniu szykował, gdy  na drodze przed nim wyrosła Katrina.

- Czemuś taki zafrasowany?- zapytała

- Rycerz Hening żąda ode mnie rzeczy niemożliwej. Mam w ciągu jednej nocy zaorać wszystkie jego pola. Jak tego nie dokonam, zgniję w więzieniu…

Rozpłakał się Oskar żałośnie. Katrina  bez trudu domyśliła się, co kryje się za podstępem rycerza. Postanowiła  skorzystać z siły zaczarowanej laski.

- Nic się nie martw, kochany. Jakoś sobie z tym poradzimy -  uspokajająco odezwała się  do zapłakanego Oskara. – Zaoraj jedną skibę wzdłuż granicy pól, a kiedy skończysz zawołaj mnie i o nic się nie martw!

Z niedowierzaniem Oskar powlókł się do domu, ale dziewczyny posłuchał. Gdy wybiła północ jedna skiba na granicy pól rycerza była zaorana. Wtedy pojawiła się na polu Katrina. Kazała  młodzieńcowi wracać do domu i spokojnie czekać ranka. Sama zaś wbiła laskę w środek pola i zawołała:

- Niech zostaną zaorane wszystkie pola rycerza Heninga!

W tej samej chwili zaszumiało, zagrzmiało. Ziemia  sama zaczęła się dzielić na skiby i przewracać. Wypełniły się wszystkie dołki, wyrównały  krzywizny. Kamienie  układały się w pryzmy na skraju pola. Kiedy słońce liznęło rankiem szczyty najwyższych drzew pola Heninga czerniły się  równymi skibami. Katrina wyjęła z pola laskę i wróciła do domu. Podziękowała duchowi zmarłej matki za opiekę.

Henning nie mógł się doczekać ranka. Był przekonany, że pozbędzie się rywala i  przychylność Katriny za jakiś czas uzyska. Kiedy podszedł do okna, zobaczył niezwykły widok. Dookoła czerniły się skiby równo zaoranej ziemi. Zatrzęsło nim ze wściekłości.

- Natychmiast wezwać mi tu parobka Oskara!- wrzasnął do służby.

Znowu stawił się Oskar przed pańskim obliczem:

- Wzywałeś mnie, panie?!

- Wzywałem! Masz mi do jutra wykopać staw i napełnić go rybami, dużymi i małymi. .. a jak tego nie zrobisz , czeka cię szubienica! A teraz wynoś się do stu diabłów!- wrzasnął rycerz.

Przestraszony Oskar wycofał się do sieni. Złapał się za głowę:

- Rycerz chyba oszalał, żąda wykona rzeczy niemożliwej!

Wracał do domu, zatopiony w czarnych myślach.  Pochyliły go zmartwienia ku ziemi, wlókł się nie widząc nawet zmierzającej ku niemu Katriny.

- Co znowu się stało, że idziesz jak na śmierć?- zapytała.

- Jakże mam się nie martwić, gdy rycerz kazał mi do jutra wykopać staw i napełnić go rybami- dużymi i małymi. Zapowiedział mi rycerz, że zawisnę na szubienicy, jak dzieła nie dokonam…. Żaden człowiek tego zrobić nie potrafi! Żegnaj kochana, widocznie pisane mi umrzeć.

- Nie martw się na zapas. Udało się raz  zachciewanki rycerza zaspokoić, to i drugi się uda. Bądź dobrej myśli. Idź nocą  na pole i obrysuj  laską, którą ci dam granice stawu, a później zdaj się na mnie!

Tak Oskar zrobił jak mu  dziewczyna poradziła. Późnym wieczorem  wziął laskę od Katriny i

 kształt wielkiej fasoli w szczerym polu  wyrysował. Kiedy wybiła północ  zjawiła się Katrina:

- Idź teraz do domu i o nic się nie martw. Ja dokonam reszty.

Oskar posłusznie wrócił do domu. Katrina  wbiła laskę tuż za narysowaną przez Oskara linią

 i głośno rozkazała:

- Niech tu  się pojawi staw z rybami, małymi i dużymi…

W tej samej chwili zaszumiało, zagrzmiało. Ziemia  sama zaczęła usuwać się- nie wiadomo gdzie, nie wiadomo skąd pojawiła się woda. Kiedy  pierwsze promienie słońca odbiły się stawie, Katrina zobaczyła pod powierzchnią wody błyszczące ryby – duże i małe. Wyciągnęła z wody laskę i ruszyła do domu.

 Przeraził się rycerz Hening, gdy zobaczył następnego dnia staw na swojej ziemi:

- Ten Oskar musi mieć jakieś konszachty z siłami nieczystymi, skoro niemożliwe do wykonania zadanie wykonał. Trzeba go o pomocników zapytać.

Znowu wezwał parobka przed swoje oblicze.

- Jeżeli mi powiesz, jakim sposobem wykonałeś  mojej polecenia, nie będę cię więcej nagabywał, a na dodatek hojnie cię wynagrodzę. Jeżeli mi tajemnicy nie zdradzisz, każę cię powiesić!

- Widocznie śmierć mi pisana, bo tajemnicy zdradzić nie mogę – odpowiedział smutno Oskar.

- Zastanów się do jutra, przemyśl moją propozycję- rycerz machnął ręką odprawiając parobka. – Jutro całą sprawę zakończymy. Albo tajemnicę zdradzisz i dostaniesz nagrodę, albo życie stracisz!

  Oskar  po raz kolejny wracał zgnębiony  do domu. I po raz kolejny  piękna Katrina  zagrodziła mu drogę:

Cóż teraz tak cię martwi, że mnie na drodze nie dojrzałeś? – zapytała.

- Przyjdzie się z życiem pożegnać, bo teraz rycerz zażądał bym mu wyjawił tajemnicę  czarów, za pomocą których jego zachcianki spełniłem. Jak tego nie zrobię – powiesi mnie!

- Nic się nie martw, mój drogi! I z takim problemem sobie poradzimy. Kiedy jutro pójdziesz na pański dwór, żądaj by pan zapisał ci pole z najbardziej urodzajną ziemią i dużą łąkę . Powiedz mu także, że tajemnicę ja sama  mu zdradzę w ostatnim dniu starego roku . Nic więcej nie mów! Każ rycerzowi czekać, ale nie zapomnij zabrać od niego zapisu  przekazującego ci  ziemię.

Oskar uczynił tak, jak mu mądra Katrina kazała. Rycerz był tak zaintrygowany, że się na warunki parobka zgodził. Zapisał mu piękne pole na wschodzie wsi i przyległą do niego łąkę. Obiecał także czekać na ostatni dzień roku.  Kiedy ten dzień nadszedł  chodził  od okna do drzwi i wypatrywał pięknej Katriny. Minął ranek- dziewczyny nie było. Minęło południe- dziewczyny nie było. Zniecierpliwiony  Hening wysłał służącego z  ponagleniami, ale dziewczyna odpowiedziała, że jeszcze nie czas. Kiedy zachodzące słońce  układało się do snu za lasem pojawiła się na dworze Katrina odziana w najpiękniejszą suknię. Była piękna i wytworna jak księżna. Zapatrzony Hening zapomniał , po co dziewczynę wezwał.

- Zostań moją żoną- wyjąkał oczarowany jej urodą.

Katrina  przesunęła  się obok  stołu i cicho powiedziała:

- Przecież nie ożenisz się panie z czarownicą , która może cię w zająca zamienić?!

- Z czarownicą?...

Hening wybałuszył oczy, ręce zaczęły mu się trząść ze zdenerwowania.

- Nie wierzę, że jesteś czarownicą! Tak piękna kobieta nie może być czarownicą!

-A jak myślisz panie, jakim sposobem przez jedną noc zostało zaorane pole? Jakim sposobem przez jedną noc powstał staw z rybami, małymi i dużymi. To wszystko czary, czary, czary…

Jeżeli nie wierzysz, zaraz ci pokażę moją moc! Dałeś Oskarowi pole i łąkę . Za pomocą czarów zbuduję tam  dom. Czekaj tu na mnie, aż cię zawołam i dom ci pokażę!

Wróciła Katrina do domu, laskę zaczarowaną wzięła i na oskarowe pole pobiegła. Wbiła laskę na skraju pola i łąki i rozkazała:

- Niech tu dom piękny stanie, z sadem, ogrodem i malwami pod oknem.

W tej samej chwili zaszumiało, zagrzmiało. Ziemia  zaczęła się ruszać, a spod niej  szybko wynurzały się kłody drewna. Układały się same coraz wyżej i wyżej. Same powstawiały się okna i drzwi, sam poukładał się dach ze trzciny.  Jak po deszczu wyrastały drzewa w sadzie i malwy pod oknami. Katrina z zadowoleniem  patrzyła na piękne dzieło. Było już  bardzo ciemno, gdy wyrwała laskę ziemi i do Heninga  pobiegła. Do północy  zostało niewiele czasu.

Wpadła jak burza do komnaty i nakazała :

- Szybko zobacz nowy dom panie, póki czary moje trwają !

Wyszedł na drogę rycerz i nowy dom ujrzał. Tak go widok tego domu  zadziwił, że gębę szeroko otworzył. Katrina  zbliżyła się do niego i zaprzątniętemu widokiem nowego domu rycerzowi  zaszeptała do ucha:

- Dam ci czarodziejską laskę, która  uczyni cię najbogatszym człowiekiem na ziemi, ale pozwól mi wyjść za mąż za Oskara, którego bardzo kocham. Dam ci góry złota, wybierzesz sobie  najpiękniejszą księżniczkę świata  na żonę ale mi  daj spokój i nie przeszkadzaj, bo jak mnie złość chwyci, to cię w zająca zamienię!

Szeptała tak Katrina rycerzowi do ucha, aż chwyciła go taka  chciwość, że w wyobraźni już widział siebie na książęcym dworze z piękną księżną u boku.

- A czy ta laska czarodziejska mnie posłucha?- dopytywał się.

- Posłucha! Zaraz się sam o tym przekonasz. Weź laskę,  wbij ją w ziemię i zażądaj czego chcesz.

Hening nerwowo chwycił laskę, wbił ją w ziemię i  zapytał:

- Czy da mi  wór talarów?

- Poproś o to...- odpowiedziała Katrina

- Daj mi lasko, wór talarów!- zawołał  Hening.

W tej samej chwili zaszumiało, zagrzmiało. Ziemia  zaczęła się ruszać, a spod niej  nagle  wynurzył się wielki wór. Rycerz  otworzył go i na chwilę oślepił go blask nowiusieńkich talarów. Katrina  obserwowała go w milczeniu. W tej chwili zegary we wszystkich kościołach Pomorza pokazały północ. Dziewczyna uśmiechnęła się  sama do siebie. Wiedziała, że czarodziejska laska z leśnej studni właśnie straciła moc.  Rycerz  obrócił się ku Katrinie :

- Laska jest moja, a ty wracaj do swojego parobka! Jeżeli jesteś czarownicą, to lepiej zrobię szukając żony gdzie indziej.

 Katrina i Oskar urządzili miesiąc później wesele i wprowadzili się do nowego, pięknego domu. Stara matka  Oskara  już nie musiała pracować. Siedziała na ławeczce przed domem i  głaskała dłonią wielkie czerwone korale, podarunek od syna.

A co się stało z rycerzem Heningiem –zapytacie. Ano, ruszył w świat w poszukiwaniu  księżniczki i jeżeli  dotąd jej nie znalazł, to nadal szuka.

komentarz[0] |

© 2008 GIMS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
 
powered by jPORTAL 2 & UserPatch