Gimnazjum pod patronatemLinux.pl

Euronet 50/50 max
Oficjalna strona projektu
Nasze planowane działania w projekcie
Logo projektu
Menu
Główna
Dyrektor
Nauczyciele
Historia szkoły
Galeria zdjęć
Prezentacje
Dziennik elektroniczny
Dziennik
Kliknij na link powyżej, aby przejść do strony logowania idziennika
Dodatkowa oferta edukacyjna
Innowacje pedagogiczne
Programy autorskie
Dokumenty szkolne
Dokumenty do pobrania
Reforma 2017
Statut 2017
Szkolny Zestaw Programów Nauczania
WSO 2017
Legendy naszego regionu
Bociania sprawiedliwość
Chłopskie szczęście
Czarcia zapłata
Droga do piekła
Legenda o dzwonie, co miał litościwe serce
Niewdzięczne dziecko
Niezwykła żona
Piekielne polowanie
Skarb
Skrzacie wesele
Srebrne psy
Suknia wodnicy
Trójnożny zając
Zaczarowana studnia
Zaklęte ptaki
Złoto czarnego psa
Statystyki
userów na stronie: 0
gości na stronie: 1
Artykuły > Legendy > Złoto czarnego psa

Złoto czarnego psa

 

Słońce powoli wysuwało się zza widnokręgu, malując błyszczącymi kolorami  rosę na trawie.

Wędkarz  uwielbiał tę chwilę, gdy  złote promienie przeszywały rzekę do dna. Zdawało mu się, że promienie słoneczne odsłaniają  na jedną, krótką chwilę  rozsypane na dnie Słupi monety.  Widział je wyraźnie, ale kiedy podpływał łódką  do miejsca, gdzie  rodziły się  złote błyski, zaczarowane światło znikało.  Na dnie połyskiwały tylko drobne kamyki i błyszczały łuski rybek.  Urzeczony wędkarz z niedowierzaniem kręcił głową:

- Przecież widziałem stosy rozsypanych monet – zamruczał  niezadowolony.-  Omamiła mnie rzeka, a może to zaczarowane miejsce?

Wędkarz rozejrzał się po okolicy z lękiem i ciekawością.  Przed  oczami miał  niewielki  nagrobek Maximiliana von Zitzewitza, ostatniego gospodarza  dworu w Łosinie. Stary cmentarz prawie  zarósł lasem, ale  dwa kamienne  nagrobki  strzegły spokoju  zmarłych, jak strażnicy  tajemnic przeszłości. Zapatrzył się wędkarz na  nadbrzeżny park. Nic mu w tym  zapatrzeniu nie przeszkadzało, bo w pobliżu nie było nikogo. Nagle  coś się w nieruchomym krajobrazie poruszyło. Spłoszone ptaki zerwały się do lotu i nerwowo krążyły nad szczytami drzew. Mężczyzna wytężył wzrok i przysłonił dłonią oczy. Wtedy go zobaczył. Aleją grabową biegł pies. Wilczur byłby przy nim zaledwie małym  szczeniakiem.  Psisko było  ogromne, jak dorodny cielak. Ruch wielkich łap powodował , że wzbijały się do góry stare liście. Pies biegł wolno, jakby miał drogę ściśle wyznaczoną .  Kruczoczarna sierść niezwyczajnie lśniła w słońcu, a na szyi zwierzęcia  zobaczyć można było gruby, złoty łańcuch. Wędkarz rozdziawił gębę ze zdziwienia, bo nigdy tak wielkiego psa, w dodatku ze złotym łańcuchem na szyi  nie widział.

Czarny pies zbiegł po zboczu ,  zanurzył łapy w wodzie i… zniknął. Równie nagle, jak się pojawił. Wędkarz przetarł oczy:

- Gdzież ten pies się schował?... Przecież widziałem go przed chwilą? …

Ale dookoła panowała cisza. Przeżegnał się wędkarz bojaźliwie, bo zniknięcie czarnego psa wydawało mu się podejrzaną sprawą. Wędkowanie przestało go bawić, pospiesznie zbierał

sprzęt, by jak najszybciej wrócić do domu.   O dziwnym spotkaniu nic, nikomu nie mówił.

 Po kilku dniach  znowu pojawił się nad rzeką.  Przycupnął w zaroślach i czekał na świt.

 I tym razem słońce odsłoniło na moment rozsypane na dnie Słupi monety, a kilka chwil później   od strony ruin spalonego pałacu nadbiegł czarny pies.   Spokojnie zszedł  z pagórka, zanurzył łapy w wodzie….i  zniknął.

Zaintrygowany wędkarz  przychodził na rzekę co dnia  i usiłował poznać tajemnicę znikającego psa.  Na próżno. Pies znikał, jakby się nagle , po zetknięciu z wodą zapadał pod ziemię.  Nawet kręgów na wodzie po jego zniknięciu nie było.

- Trzeba zobaczyć skąd ten pies wybiega!- postanowił wędkarz  i następnego dnia czekał na świt  w pobliżu ruin pałacu.  Kiedy pierwszy promień  dotknął rumowiska , odsłoniło się wejście, którego nigdy wcześniej  nie widział. Z podziemi wyszedł czarny pies  i ruszył w swoją drogę ku rzece.  Zaciekawiony  mężczyzna  zbliżył się do wejścia.  Przekroczył próg i zobaczył schody wiodące  gdzieś w dół.

-Cóż to za schody , nigdy ich nie widziałem… –pomyślał.

 Krok za krokiem schodził niżej  i niżej…. Nie wiadomo, długo to trwało czy krótko dość,  że znalazł się  w wielkiej komnacie. Na środku stał stół, a przy nim siedział na krześle  odziany w czarne szaty  człowiek. Nie zwracał uwagi na przybyłego. Na stole miał rozłożony papier, w dłoni trzymał  pióro ze złotą stalówką. Blady płomień świecy  uwidaczniał  piszące dłonie, twarz ,  kartkę papieru i złotą stalówkę. Stanął wędkarz jak urzeczony. Nie śmiał  mącić myśli piszącemu,  ale chciał go zapytać o powód przebywania w podziemiach spalonego pałacu.

Człowiek w czarnych szatach  nadal pisał.  Wędkarz  zbliżył się do stołu w milczeniu. A kiedy znalazł się w kręgu  światła świecy, piszący odłożył pióro.

-  Ponieważ milczałeś do tej pory, odzywam się do ciebie  pierwszy… .– rzekł. –  Nie bój się- nic ci złego tutaj nie grozi! Przez wiele dni mój pies  ukazywał ci się nad rzeką , aż wreszcie sprowadził cię do mnie… Kazałem mu znaleźć człowieka uczciwego, który zlecone  zadanie wykona dokładnie. Nikt, poza tobą nie widział czarnego psa nad rzeką, więc wybór musiał być właściwy!  Gdybyś wchodząc do podziemi odezwał się choć słowem,  zaczarowane podziemia zapadłyby się  głębiej  i dopiero za sto lat  znowu mógłbym zacząć poszukiwanie właściwego człowieka. Przed stu laty,  był tu przed  tobą   wędrowny grajek, ale wystraszył się  wysiłku, jaki trzeba wykonać nie oczekując wynagrodzenia .  Wtedy właśnie wejście do podziemi zapadło się  i znalazło na dnie Słupi. Widziałeś je wielokrotnie, bo otwiera się w pierwszej godzinie świtania.  Te monety na dnie rzeki, to właśnie  bogactwo, które może dostać  dzielny i uczciwy człowiek . Ty musisz go wskazać!

- Jakże mam to zrobić?- odezwał się zaskoczony  wędkarz.

- Gdyby to było proste – świat byłby pełen ludzi bogatych!  Weźmiesz ode mnie list, który  właśnie skończyłem pisać i przekażesz ten list najbiedniejszemu we wsi, ale bardzo pracowitemu człowiekowi.  Tego listu nie czytaj, bo nie dla twoich jest przeznaczony oczu!

Szukaj takiego człowieka, co dobry użytek ze skarbu zrobi… Ty nic z tego miał nie będziesz, ale jeżeli dokonasz właściwego wyboru – będziesz szczęśliwy!  Jeżeli się zadania nie boisz, bierz list!

- Jak poznam, czy człowiek jest właściwy?

- Będziesz wiedział!! To będziesz wiedział na pewno! Ponieważ  zgodziłeś się  od razu, nie   kalkulując, że nic z tego miał nie będziesz, pozwalam ci na trzy próby.  Co dziesięć lat, w pierwszy Dzień Świąt Wielkanocnych , człowiek któremu dasz mój list  może  zdobyć niewyobrażalnie wielki skarb.  Wszystko musi przebiegać zgodnie z moim życzeniem.  Ten dzielny człowiek  powinien wziąć udział w nocnej rezurekcji  i zaraz po mszy  pojawić się nad rzeką. Kiedy słońce odsłoni drogę do skarbu, on  bez trudy dotrze po niego. Jednak, by skarb dostać,  najpierw musi  wykonać to, co przeznaczone dla niego w liście. A teraz chwyć psa za złoty łańcuch i idź za nim, bo bez niego nigdy z ciemności nie wyjdziesz. Pamiętaj- szukaj właściwego człowieka…. Do tegorocznej Wielkanocy jest jeszcze tydzień… Może zdążysz…

- Ale  ja jeszcze chcę zapytać –kim ty właściwie jesteś i czyje to pieniądze leżą zakopane na dnie rzeki?

- Niegodziwie to zdobyte pieniądze,  a ja - pokutujący ich właściciel, który czeka na wybawienie … Trzymaj psa , bo zginiesz  w ciemności….

Głos oddalał się coraz bardziej. Wędkarzowi ciarki przeszły po grzbiecie.  Nie wiadomo skąd nagle przy jego nodze pojawił się czarny pies. Przystanął i czekał. Wędkarz chwycił dłonią łańcuch na jego szyi. Pies jak  na dany znak ruszył przed siebie. Korytarz ciągnął się za korytarzem, droga w ciemności zdawała się nie mieć końca. Wędkarz szedł i szedł… Nie wiadomo jak długo wędrował, trzymając swojego przewodnika za  łańcuch na szyi.  Nagle zobaczył  otwarte drzwi, za którymi ledwo widoczny był  nadrzeczny park. Dookoła panowała głęboka noc. Światło księżyca oświetlało nagrobek  Maximiliana von Zitzewitza.

Pies przystanął, a wędkarz poczuł, że złoty łańcuch pozostał mu w dłoni. Pochylił się, by  tę dziwną obroże znowu przypiąć psu na szyi, ale co to?… Czarny pies rozpłynął się w nocnej mgle…Rozejrzał się wędkarz bezradnie.

- Co mam zrobić  z tym łańcuchem?- pomyślał. – Wrzucę do podziemi, to duch  pilnujący skarbu go znajdzie!

Ale próżno kręcił się po ruinach, szukając wejścia do podziemi. Nigdzie go nie było.

- Po ciemku nie widać – powiedział sam do siebie.- Poszukam jutro , jak będzie widno.

Kiedy dowlókł się do domu, był tak zmęczony, że natychmiast zasnął jak kamień.  Obudził się, gdy słońce było już bardzo wysoko na niebie. Siadł na łóżku, rozejrzał się dookoła.

- Ależ mi się głupoty w nocy śniły…- mruknął.- … jakieś podziemia, listy od  pokutującego ducha, czarny pies…

W tym momencie  oprzytomniał. Czarnego psa widział przecież wielokrotnie. Sięgnął ręką do kieszeni spodni. Na stole położył  zapieczętowany list i złoty łańcuch.

- Mateńko Najświętsza!... To nie był sen! Trzeba natychmiast oddać ten łańcuch, bo mi jeszcze biedy napyta!

Natychmiast zerwał się wędkarz z łóżka . Błyskawicznie zakładał ubranie i  z rozwianym włosem pognał nad rzekę.  Metr po metrze przeszukiwał ruiny, ale wejścia do podziemi nie było.

- Przyjdę jutro, przed świtem, gdy  pies schodzi nad wodę, wtedy mu łańcuch na szyję założę.-postanowił.

Ale następnego dnia psa nad wodą nie było. Wędkarz schował łańcuch do szuflady i zaczął zastanawiać się nad wypełnieniem woli  podziemnego ducha. Ruszył na  wieś w poszukiwaniu  najbiedniejszego, ale pracowitego  człowieka, dla którego przeznaczony był skarb. Zajrzał na podwórko do  jednych biedaków.  Gospodyni siedziała rozparta na ławce pod oknem i zawzięcie rozprawiała o czymś  z kumoszkami.  Chciał podejść do ławki  , a wtedy zobaczył  dzieci gospodyni w brudnych, podartych ubraniach. Bawiły się w kącie podwórka ,  smutne i zaniedbane.

- To nie ten dom… – pomyślał wędkarz…- …gospodyni jest leniwa, zamiast uprać dzieciom ubrania, traci czas na pogaduszkach.

Wszedł na podwórko następnych. Ale także tutaj nie zatrzymał się na dłużej. Zza drzwi dobiegł go odgłos  pijackich śpiewek. Zalęknione dzieci siedziały pod drzewem gruszy.

- Tata pije…- szepnął chłopczyk.- Znowu będzie  strach wejść do domu, bo uderzyć może…

Zmartwiony wędkarz pogłaskał dzieci po głowie.

- To się kiedyś zmieni – zobaczycie! Zło zawsze musi być ukarane…- powiedział.

Wszedł wreszcie na trzecie podwórko. Młody chłopak  rąbał drzewo. Przyjaźnie pozdrowił przybyłego.

Wędkarz  był przekonany, że trafił pod właściwy adres.

- Słuchaj  młody człowieku, chciałbyś być bardzo bogaty?

- No pewnie!- odpowiedział  młodzian.

- W pierwszy dzień Wielkanocy, możesz  stać się właścicielem wielkiego skarbu!

- Wielkiego skarbu? Przecież to niemożliwe…

- Możliwe, możliwe…. Wymaga to jednak pewnego wysiłku. Dostaniesz ode mnie list, który przeczytasz po wydobyciu  skarbu. Jeżeli zrobisz dokładnie to, co w liście  napisano- skarb będzie twój!

Długo objaśniał wędkarz młodemu rolnikowi,  w jaki sposób stał się właścicielem listu oraz dlaczego musi go przekazać człowiekowi pracowitemu i uczciwemu. Wreszcie rolnik wyraził zgodę. Wędkarz przekazał mu list i  wskazówki otrzymane od podziemnego właściciela  kosztowności.  Przyszły bogacz stawił się w Wielką Sobotę na nocnej rezurekcji, a po mszy udał się nad rzekę. O świtaniu  ukazały się  na dnie rzeki rozsypane stosy monet.  Rolnik zszedł nad brzeg rzeki, a wtedy woda  odsunęła się od brzegu pozwalając mu przejść. Szedł więc wolno  ku widniejącej na dnie koryta  studni. Trochę się żachnął, gdy zobaczył schody  prowadzące w dół, ale zaraz  pojawiła się myśl o złotych monetach, które już były na wyciągnięcie ręki. Nawet nie zauważył, że grabową aleją przesuwa się wielki , czarny cień. Wielki pies wyminął poszukiwacza i wskoczył  do otwartego  wejścia. Nie namyślając się wiele młodzian  podążył za nim. Schody szybko się skończyły i oczom młodzieńca ukazała się  komnata bez okien, którą oświetlał blask złota. Złoto było wszędzie, wypełniało komnatę  ostrym, migotliwym  światłem. Czarny pies siedział na stosie monet. Wydawało się mężczyźnie, że  przez moment widział na jego pysku ironiczny uśmiech.  

- Witaj panie,  możesz teraz  zabrać  tyle złota, ile tylko zdołasz unieść – odezwał się pies.

- Wyjmij zza pazuchy worek, z którym tu przyszedłeś i wybierz z tej komnaty to, co  uważasz za stosowne. Nie zapomnij jednak po wyjściu na  ziemię przeczytać listu i wypełnić  zawartych w nim poleceń!

Rolnik  wyciągnął worek  i zaczął wrzucać do niego  garście monet, naszyjników, sznurów korali, pierścieni. Złoto migotało niespokojnie, a  zdobywca skarbu coraz szybciej zagarniał   dłońmi  kosztowności. Więcej, i więcej, i więcej… Migotanie złota nasilało się coraz bardziej. Worek był pełen. Rolnik  z trudem wytaszczył go na powierzchnię. Odetchnął  pełną piersią i wtedy znowu zobaczył psa. Siedział na brzegu i patrzył na niego. Bogacz przypomniał sobie

o liście. Wyjął go z kieszeni i otworzył. Na śnieżnobiałym papierze było zaledwie kilka słów.  Młodzian czytał je wielokrotnie, ale nie mógł czy nie chciał ich zrozumieć.  Ofiarodawca  bogactwa napisał:

Daj mieszkańcom wsi, to co dla wszystkich będzie dobre.

- Niby co mam im dać?!- zawołał  wzburzony  rolnik. – To przecież ja znalazłem skarb! Nie mam zamiaru  się z nikim dzielić! Muszę kupić nowe meble,  nowe dywany, muszę zbudować nowy dom… Nie, nie ma mowy , nie będę  z moich pieniędzy wydawać  na  coś, co ma być dla innych najlepsze!

 Jeszcze nerwowe  słowa  brzmiały w powietrzu, gdy pękł worek pełen kosztowności i  złoto wysypało się do wody. Próżno miotał się  rolnik, by  choć trochę bogactwa zatrzymać. Monety poruszały się w wodzie jak żywe, uciekając od  zachłannego młodziana.  W tej samej chwili z hukiem  zamknęło się wejście  do podziemi, a rzeka  wypełniła  puste przed chwilą koryto. Zapłakał ze złości młodzian,  przestał  szukać złota, bo  musiał  bronić się przed napierającą zewsząd  wodą. Jakoś dopłynął do brzegu i wściekły ruszył do domu.  Kilka godzin później odwiedził wędkarza i zwymyślał go za  nieudaną wyprawę po skarb. Kiedy wędkarz poskładał chaotyczne wypowiedzi , wiedział dlaczego rolnik nie dostał skarbu .

- Muszę poszukać kogoś, kto się skarbem z innymi podzieli… – pomyślał. Ale od myśli do czynu było  daleko. Dość szybko wędkarz zapomniał o całej sprawie.  Minęło lato , nadeszła jesień. Coraz rzadziej chodził nad Słupię. Wreszcie, gdy nastały zimowe chłody zaprzestał wędkowania.    Tak minął rok, potem następny i kilka kolejnych. Kiedy zbliżał się dziesiąty rok od spotkania ducha podziemi, wędkarz coraz gorzej spał, coraz więcej rozmyślał. Tydzień przed Wielkanocą   wyruszył nad Słupię  nocą. Czarny pies już na niego czekał, na szyi miał złoty łańcuch – taki sam, jak ten który  wędkarz dziesięć lat temu schował w szufladzie. Pies podszedł blisko i podsunął łeb pod dłoń mężczyzny. Wędkarz zrozumiał, że czeka go  droga do podziemi.  Poklepał psa po łbie i  chwycił złoty łańcuch dłonią.   Zwierzę pomknęło aleją grabową, zmuszając człowieka do szybkiego marszu.   Tuż przy zwałowisku cegieł   nagle otwarły się drzwi. Wędkarz i pies zaczęli schodzić w dół.  Nie wiadomo, jak długa była droga. Kiedy mężczyzna zobaczył blask zapalonej świecy  wiedział , że zastanie także  czarno odzianą postać piszącego. Tak się też stało.

- Witaj – odezwał się piszący.- Czy  wiesz dlaczego  znaleziony przez ciebie człowiek nie był odpowiedni?

- Tak, wiem! – odrzekł wędkarz.

- Szukaj zatem dalej! Tu masz kolejny list, dla następnego bohatera.

Wędkarz zabrał list, a pies wyprowadził go na powierzchnię.  I znowu złoty łańcuch pozostał w dłoni mężczyzny.  Kiedy dotarł do domu, otworzył szufladę, w której przed dziesięciu laty schował pierwszy złoty łańcuch. Wyjął go teraz i zobaczył, że jest zupełnie sczerniały. Nawet pucowane popiołem złoto nie dawało się oczyścić.

- To może znaczyć tylko jedno, że  łańcuch  staje się taki, jak poszukujący skarbu – zafrasował się wędkarz.- Jeżeli nie jest uczciwy, to łańcuch czernieje. Muszę o tym pamiętać!

Znowu zaczął wędkarz szukać  człowieka biednego, uczciwego i  pracowitego. Tym razem wybrał piekarza. Młody piekarz  sprawił się doskonale. Wyszedł z podwodnej komnaty

z worem pełnym pieniędzy. Kiedy otworzył list , okazało się, że jego treść jest identyczna

 z  tym, co przed dziesięciu laty przeczytał  rolnik.

Piekarz znał jego historię, więc   wiedział, że skarb dostanie tylko ten, co się z innymi podzielić potrafi. Kiedy czarny pies wyprowadził go  z podziemi i  zapytał, co zrobi, by dać wszystkim mieszkańcom wsi to, co  dla nich najlepsze, odpowiedział:

- Będę dla nich codziennie piekł słodkie bułeczki i torty. Wiadomo, że one są najlepsze …

 Pies wyszczerzył zęby w uśmiechu, ale nic więcej nie powiedział.

Ucieszył się wędkarz, gdy zobaczył w pierwsze dzień Wielkanocy  wracającego znad rzeki piekarza objuczonego wypełnionym  monetami worem. Piekarz natychmiast zbudował wielką piekarnię i codziennie mieszkańcom wsi rozdawał słodkie bułki i torty. Stał się bardzo bogatym człowiekiem. Ale jakże wielkie było jego niezadowolenie, gdy mieszkańcom już  po miesiącu znudziły się słodkie bułki i nie chcieli ich jeść.

- Daj czarnego chleba, nie słodkich bułek… - wołali. Ale piekarz  musiał piec słodkie bułki, bo takie dał przyrzeczenie czarnemu psu.   W sumie ani on, ani mieszkańcy wsi nie byli zadowoleni. Słodkie bułki były chwilową przyjemnością- nikogo nie uszczęśliwiły.

Wędkarz otworzył pewnego dnia szufladę z ukrytymi łańcuchami i zobaczył, że drugi złoty łańcuch także sczerniał.  Piekarz, nie był właściwym człowiekiem, który miał znaleźć skarb. Ogromnie się wędkarz zmartwił.  Skoro słodkie bułki nie były dobre dla  wszystkich – co zatem  będzie dobre? Wędkarz  założył wygodne buty, odział ciepły płaszcz

 i ruszył do Słupska, by znaleźć odpowiedź na swoje pytanie.  Odwiedzał w Słupsku bogatych, zaradnych, mądrych. Pytał duchownych i sklepikarzy, ale każdy znał inną odpowiedź.  Wreszcie zmęczony    wszedł do kościoła mariackiego i  przyklęknął przed  bocznym ołtarzem.

- Jestem zmęczony i nadal nie wiem, co dla wszystkich we wsi  będzie dobre- westchnął ciężko.

- Przecież to proste… – odezwał się  jakiś głos  zza kolumny.  Za chwilę wysunęła się  zza niej  cudacznie odziana postać.

- Jestem aktorem,  słyszałem twoje wzdychania, więc powiem ci, co jest dla wszystkich dobre – to wiedza. Każdy może jej tyle wziąć, ile potrzebuje! Jeden zostanie lekarzem, drugi  nauczycielem, trzeci księdzem. Ten , kto wiedzę posiądzie- głodem nie będzie przymierał! Biedny  wyrwie się z objęć nędzy,  a bogaty  mecenasem  uczonego zostanie. Wiem o tym, bo w wielu sztukach  tak  jest napisane.

- Z nieba mi człowieku spadłeś! – ucieszył się wędkarz.- Teraz wszystko się powiedzie!

Nie minęło wiele godzin, gdy aktor został wtajemniczony w sprawy  podziemnego skarbu.

- To ciekawsza przygoda, niż uczenie się na pamięć drugoplanowych ról. A jak  wydobędziemy skarb,  to może i na  mój własny teatr złota wystarczy? – rozmarzył się.

Kolejne dziesięć lat dobiegało końca. Postarzał się wędkarz i coraz mniej wierzył w to, że aktor jest właściwym człowiekiem, co przeklęty skarb wydobędzie. Wreszcie nadeszła długo oczekiwana Wielkanoc. Aktor pojawił się na rezurekcji  w dziwacznym stroju, nic sobie nie robiąc  z  podrwiwania  mieszkańców Łosina. Po mszy  szybko pobiegł nad brzeg rzeki. Kiedy świt rozpalił blask złota na dnie rzeki, wyłonił się nie wiadomo skąd czarny pies.

Wszystko przebiegało pomyślnie aż do ostatniej chwili. Aktor stał już na brzegu z worem pełnym złota. Czarny pies stanął obok niego i cichutko zapytał :

- Co  takiego dasz ludziom, co będzie dla nich najlepsze?

Aktor  wahał się przez chwilę, jakby się zmagał sam ze sobą :

- Dam im…, dam im…., dam im  wielki teatr!- zawołał z  żarem w głosie. – Będę grał najwspanialsze sztuki , jakie napisano na świecie. Ludzie będą klaskać z zachwytu w dłonie,

 a ja będę wielki, wielki, wielki….

Ludzie we wsi usłyszeli w tej samej chwili  wielki huk i  straszne wycie psa.

Potem nastąpiła  przerażająca  cisza.  Tylko wędkarz ją zrozumiał.

Otworzył szufladę  ,  w której leżały obok siebie trzy identyczne,  sczerniałe złote łańcuchy.

komentarz[0] |

© 2008 GIMS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
 
powered by jPORTAL 2 & UserPatch