Gimnazjum pod patronatemLinux.pl

Euronet 50/50 max
Oficjalna strona projektu
Nasze planowane działania w projekcie
Logo projektu
Menu
Główna
Dyrektor
Nauczyciele
Historia szkoły
Galeria zdjęć
Prezentacje
Dziennik elektroniczny
Dziennik
Kliknij na link powyżej, aby przejść do strony logowania idziennika
Dodatkowa oferta edukacyjna
Innowacje pedagogiczne
Programy autorskie
Dokumenty szkolne
Dokumenty do pobrania
Statut
Szkolny Zestaw Programów Nauczania
WSO
Wykaz podręczników na rok szkolny 2016/2017
Legendy naszego regionu
Bociania sprawiedliwość
Chłopskie szczęście
Czarcia zapłata
Droga do piekła
Legenda o dzwonie, co miał litościwe serce
Niewdzięczne dziecko
Niezwykła żona
Piekielne polowanie
Skarb
Skrzacie wesele
Srebrne psy
Suknia wodnicy
Trójnożny zając
Zaczarowana studnia
Zaklęte ptaki
Złoto czarnego psa
Statystyki
userów na stronie: 0
gości na stronie: 2
Artykuły > Legendy > Skarb

Skarb

Tuż za  zabudowaniami Kruszyny jest niewielka dolinka, gdzie  od wieków diabły mają swoje bankierskie siedlisko. Tu  czyszczą z brudu i liczą, schowane przez skąpców, złodziei i zdzierców,  pieniądze. Wieczorami z daleka widać blask ognia, ale dymu nikt nigdy nie zauważył. W żarze piekielnego ogniska mieszają  monety, aż z nich  plamy krzywd  i niesprawiedliwości  wypalą. Kiedy czart kończy swoje  bankierskie  zajęcia i  pieniądze już zostały policzone, na miejscu zjawia się następny strażnik – dusza  zmarłego niegodziwca, która  pilnuje, by  pieniądz w  ręce uczciwych ludzi nie trafił. A może trafić, bowiem w tę noc,  gdy diabeł  przepala i suszy  złoto , nieskazitelnie prawy człowiek ma prawo do zwęglonych resztek  z ogniska. Zanim nastanie ranek i wszelki ślad po diabelskich działaniach zniknie, węgielki zabrane przez uczciwego człowieka  zamieniają się w złoto. Wymaga to wielu magicznych zaklęć i  kija z szakłaka szkarłatnego, który pozwala wydobyć z diabelskiego ogniska skarby. Rankiem wszystko zapada się pod ziemię, a miejsca ukrycia skarbów  strzeże dusza właściciela pieniędzy. Można jednak stać się właścicielem skarbów zakopanych w Kruszynie także w inny sposób. Jaki? Chcecie wiedzieć , to posłuchajcie…

 

        Działo się to może sto, a może dwieście lat temu… Był akurat czas wielkich żniw. Zboże obrodziło doskonale, kłosy miało tak wielkie, jak  dębowe liście. Kto żyw przy żniwach pomagał!  Do gospodarzy mieszkających na skraju wsi, krewni przywieźli młodziutką dziewczynę, która miała przy żniwach zarobić trochę grosza. Dziewczyna była  pracowita i zmyślna, ze wszystkim sobie bez trudu dawała radę. Kiedy rodzina gospodarzy wychodziła o świtaniu w pole, cały dom był na jej głowie. Musiała zwierzęta nakarmić, krowy wydoić, dzieciakami się zająć, a gdy wieczorem  żniwiarze do domu wracali, na stole stać musiała gorąca wieczerza. Przez  wiele dni  dziewczę  zdążało ze wszystkim na czas i gospodarze bardzo byli z pomocnicy zadowoleni. Ale nadszedł taki dzień, gdy  nic się młodej gosposi nie udawało. A to krowa kopytem  szturchnęła wiadro i mleko się rozlało, a to dzieciaki płakały z byle powodu i uciszyć się nie dały, a to kartofli na wieczerzę zabrakło, a na domiar złego ogień pod kuchnią zgasł. Siadła dziewczynina na progu i rozpłakała się żałośnie z niemocy i bezradności. Ale  szybko się opamiętała, bo słońce już zachodziło i lada chwila żniwiarze do domu  mieli wrócić. Najważniejszy był ogień pod kuchnią… Wszystkie szuflady  przeszukała, by gdzieś krzesiwo znaleźć. Nie było go ni w komorze, ni w kuchni, ni w stajni. Zezłościła się nie na żarty, że przez  głupie krzesiwo posiłku nie będzie. Dzieci  plątały się w kuchni przeszkadzając zdenerwowanej  gospodyni.

- Lepiej poszłybyście na  wieś i zapytały, od której sąsiadki mogę wziąć ognia… - powiedziała drżącym głosem.

Dzieciom dwa razy nie trzeba było powtarzać. Jak szybko wybiegły z kuchni, tak szybko były z powrotem.

- Po co do wsi chodzić, jak  w dolince pali się ognisko…- zawołały.

Dziewczyna już dalej nie słuchała. Chwyciła szufelkę , metalowe wiadro i pędem ku ognisku ruszyła. Ponieważ  nie znała mieszkańców  wsi, nie wiedziała kto ogień pali. Sądziła, że  pasterze  czas sobie  opowieściami przy ognisku wypełniają.  Podbiegła do siedzącej przy ogniu postaci i jednym tchem  wyszeptała:

- Dajcie ognia , bo pod kuchnią zgasło, a gospodarze zaraz głodni z pola przyjdą…!

Znad  ogniska  podniósł się mężczyzna w czarnych szatach. Spojrzał  przenikliwym  wzrokiem na proszącą , jakby coś w myślach rozważał  przez chwilę, wreszcie powiedział krótko:

- Ty możesz dostać  ten ogień! Bierz!!!

Dziewczyna szybciutko nakładała żar do wiaderka. Pięknie podziękowała i biegiem ruszyła do domu, rozradowana, że problem udało się rozwiązać. Wsypała pod kuchenne fajerki rozżarzone węgielki i już kociołek z wodą miała stawiać na ogniu, gdy zobaczyła ,że ogień zgasł. Na płacz jej się znowu zebrało. Ale co tu płacz pomoże? Znowu wzięła wiaderko do garści i biegiem ku ognisku ruszyła.

- Wybaczcie wielmożny panie, że znowu po żar przychodzę, ale  ogień mi pod kuchnią zgasł, a tu czasu niewiele do powrotu gospodarzy zostało…

Roześmiał się  głucho  czarny mężczyzna, wskazał dłonią ogień  i rzekł:

- Bierz!

Jak fryga zakręciła się dziewczyna i znowu z wiaderkiem żaru do domu biegnie. Lecz ledwo żar pod kuchnią się znalazł, ogień zgasł.  Znowu dziewczyna wiaderko do rąk bierze i  z domu wybiega. Czarny mężczyzna tylko na nią popatrzył, gestem dał znać ,że nic mówić nie musi. Wskazał ogień i powiedział:

- Bierz, ale więcej tu nie przychodź, bo może cię coś złego spotkać!!

- Dziękuję wielmożny panie,  więcej nie będę przeszkadzać, może się nareszcie ogień pod kuchnią rozpali.

Machnął ręką  czarny mężczyzna, jakby się od myśli natrętnej oganiał i kazał dziewczynie  wracać do domu.  Biegła najszybciej, jak potrafiła. Jeszcze szybciej żar pod kuchnię wrzuciła. W tej chwili gospodarze wrócili z pola, po kuchni się rozejrzeli, ale posiłku przygotowanego nie dostrzegli.  Przy fajerkach  nerwowo kręciła się dziewczyna:

- Pani gospodyni, proszę się na mnie nie gniewać. Zaraz ten ogień zapłonie…

Ale ogień nie zapłonął,  po raz trzeci pod kuchnią widać było  tylko czarne węgielki.

Rozpłakała się dziewczyna i ze łzami w oczach o dniu pechowym opowiedziała.  A kiedy o ognisku  w dolince wspomniała, gospodarze wymienili wymowne spojrzenia:

- W dolince diabeł czyści pieniądze, od niego dostałaś ten żar! Ciesz się dziecko, że  cię nie porwał i złego nic ci nie uczynił -  gospodarz pospiesznie uczynił znak krzyża.

- Jezus Maria, co wy mówicie, gospodarzu…!- dziewczyna aż zakrztusiła się  ze strachu. – Mógł mnie ten diabeł do piekła porwać!

- Nic ci złego nie zrobił, bo jesteś  bardzo uczciwa i grzechów na sumieniu nie masz!

A teraz idź dziecko spać,  bo rano znowu dużo roboty  na ciebie czeka.

Ledwo  wystraszona dziewczyna drzwi za sobą zamknęła , gospodyni wszystkie węgle spod kuchni wygarnęła i skrupulatnie je do wiaderka  zrzuciła. A te węgle jakieś dziwne,  jakby ich ogień nie widział. Dotknęła gospodyni dłonią  czarnych bryłek, a one żadnego ciepła w sobie nie miały. Zimne węgle, co z kuchni podczas wybierania  wypadły  także  do wiaderka pozbierała. Wiaderko zaś do spiżarni wyniosła i dobrze przykryła. Bladym świtem gospodarz i gospodyni skradali się  do spiżarni na palcach, by nikogo z domowników nie zbudzić . Kiedy odsłonili wiaderko, spiżarnię blask ogromny rozjaśnił. Diabelskie węgielki zamieniły się o świcie w najczystsze złoto.  Gospodarze zaniemówili z wrażenia i zaraz spierać się poczęli, czy dziewczynie należy się coś z tego znaleziska, czy też  wszystko można zagarnąć, bo i tak się o złocie nie dowie. Tak się chciwość z rozsądkiem mieszała ,aż wreszcie gospodarz oprzytomniał:

- Złoto nas zamroczyło- powiedział.- Pamiętasz żono, co mawiali starzy ludzie  o diabelskim złocie? Jak z krzywdą czyją zdobyte, czart je  na powrót zabierze! Lepiej się z dziewczyną podzielmy, bo znowu się węgiel zamieni…

Oprzytomniała i gospodyni:

- Dobrze powiadasz … diabelski skarb trzeba na trzy części podzielić! Jedną dla nas, drugą dla dziewczyny, trzecią na lichtarze do kościoła. Jest za co Panu Bogu dziękować!

W tej samej chwili  usłyszeli oboje  piekielne wycie  na podwórzu. To czart z wściekłości, że gospodarzy złoto nie zaślepiło i musi im  je zostawić, wywinął  dwa  koziołki i do piekła odleciał wściekły na własną dobroduszność.

 

 

komentarz[0] |

© 2008 GIMS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
 
powered by jPORTAL 2 & UserPatch