Gimnazjum pod patronatemLinux.pl

Euronet 50/50 max
Oficjalna strona projektu
Nasze planowane działania w projekcie
Logo projektu
Menu
Główna
Dyrektor
Nauczyciele
Historia szkoły
Galeria zdjęć
Prezentacje
Dziennik elektroniczny
Dziennik
Kliknij na link powyżej, aby przejść do strony logowania idziennika
Dodatkowa oferta edukacyjna
Innowacje pedagogiczne
Programy autorskie
Dokumenty szkolne
Dokumenty do pobrania
Statut
Szkolny Zestaw Programów Nauczania
WSO
Wykaz podręczników na rok szkolny 2016/2017
Legendy naszego regionu
Bociania sprawiedliwość
Chłopskie szczęście
Czarcia zapłata
Droga do piekła
Legenda o dzwonie, co miał litościwe serce
Niewdzięczne dziecko
Niezwykła żona
Piekielne polowanie
Skarb
Skrzacie wesele
Srebrne psy
Suknia wodnicy
Trójnożny zając
Zaczarowana studnia
Zaklęte ptaki
Złoto czarnego psa
Statystyki
userów na stronie: 0
gości na stronie: 2
Artykuły > Legendy > Czarcia zapłata

Czarcia zapłata

 

Czary, podziemne fluidy, a może wiatry , które tu od wieków  miały tutaj  swoją tajemną  przystań  powodowały, że w Sycewicach co roku  rodziły się dzieci z niezwykłą do muzyki smykałką.  Umiały wiatrom zabrać przynoszone przez nie ze świata pieśni, umiały podsłuchać ptaki  koncertujące na łąkach. Tak działo się przez wieki, zanim  telefonia komórkowa, fale magnetyczne i inne nowoczesne siły, nie zakłóciły muzycznych czarów i nie odebrały  wiatrom ich  śpiewów. Odłóż zatem , czytelniku komórkowy telefon, włącz wyobraźnię i   stań na tej, sycewickiej drodze, gdzie wiatry   się spotykają.  Tą samą drogą pięć, a może i sześć wieków temu  wyruszał każdego roku, zaraz po żniwach  Iwo Grot. Gdzie szedł ? Jak wszyscy słynni, sycewiccy grajkowie wyruszał w świat, by po skończonych żniwach przygrywać ludziom na weselach , zrękowinach, albo  sobotnich spotkaniach przy kuflu piwa, w przydrożnej karczmie.  Wielu było w Sycewicach grajków, każdy z nich potrafiłby i na królewskim dworze, ku uciesze słuchaczy, zagrać. Ale nikt we wsi nie potrafił, tak jak Iwo, zagrać na trąbce. W jego grze był  szum wody ,  świst wiatru, śmiech dziecka, płacz  deszczu. Kiedy grał -  ludzie zamierali  w zasłuchaniu, a gdy kończył – ocierali łzy.  Był Iwo mistrzem nad mistrzami! Nic więc dziwnego, że gdy żniwa miały się ku końcowi, zjeżdżali do Sycewic  karczmarze z wielu miast, drużbowie z wielu  wsi. Kłaniali się w pas słynnemu trębaczowi i prosili o to, by dla ich  gości zagrać raczył.  Iwo szykował się  do długiej drogi  przed siebie, by  grać ludziom na starej , wysłużonej trąbce.  

Szedł z miasta do miasta, wyczekiwany przez  nowożeńców,  poklepywany przyjaźnie po plecach przez karczmarzy. Przygrywał ludziom skocznie- do tańca i spokojnie-do rozmów przy kuflu. Mijał tydzień za tygodniem, a on grał. Myliły mu się twarze i miejsca, bo spamiętać weselników i słuchaczy  nie był w stanie. Za pazuchą starannie ukrywał wypełniony monetami trzos.  Lubił czasem schodzić z  wytyczonej drogi.  Wchodził  wtedy do wsi, stawał  pod oknem  karczmy i przyglądał się ludziom. Kiedy widział w nich chęć do tańca i śpiewu  otwierał drzwi , wyciągał z zanadrza trąbkę i grał. A gdy po drodze wsi nie było grał wiatrom, ptakom, drzewom , słońcu i księżycowi.

Lato dopalało się  zwolna, coraz dłuższe cienie kładły  przydrożne drzewa. Iwo coraz częściej myślał o powrocie do domu, tęsknił do gospodarskich zajęć i  rodziny.

- Czy krowa się na dniach cielić będzie? - myślał zafrasowany – Czy koń umęczony ciężkimi żniwami już doszedł do siebie? Czy  syn najstarszy sieczkarnię naprawił, a najmłodszy czy się do gry na skrzypcach przykłada? …  Szedł zatopiony w swoich  domowych zmartwieniach

 i ani zauważył, że przed nosem, nie wiedzieć kiedy, wyrosła mu wysoka   i  piękna karczma.

Czerwona cegła na niej, jak  wypolerowana, drzwi rzeźbione , jak  nie przymierzając, w  siedzibie biskupiej, schody marmurowe tak błyszczące , jakby ich setki butów nie  wydeptały.

Zagapił się w rzeźbione drzwi Iwo, podziwiając kunsztowną robotę. Wolnym krokiem  pod okno podreptał. Przez wielkie szyby zobaczył weselnych gości, którzy się w rytm tańca poruszali, ale grajka nigdzie dojrzeć nie mógł. Nastawił ucha, jednak muzyki nie słyszał. Już miał się ku drzwiom karczmy kierować, gdy one same się otwarły, a u szczytu schodów stanął karczmarz  w wielkim, białym fartuchu przepasanym na brzuchu.

- Czemu  pod oknem stoisz?- zapytał. – Wejdź do środka! Widzę, że masz trąbkę pod pachą, a weselnym gościom bardzo brakuje muzyki.

- A ile za weselne granie mi karczmarzu zapłacisz?

Zaśmiał się karczmarz  chrypliwie, po brzuchu poklepał i mówi:

- Moi goście zapłacą ci tyle, ile jeszcze nigdy w życiu na oczy nie widziałeś! Jednak musisz wiedzieć, że niezwyczajne to wesele  i goście niezwyczajni. Jeżeli  do świtu grać będziesz pięknie, dostaniesz  trzos pełen dukatów!

Zadziwił się Iwo, że za kilka godzin grania ma dostać tyle pieniędzy, ile cała wieś kosztuje.

- Jakże to karczmarzu, tyle dukatów to i książę nie płaci muzykantom!

- Mówiłem ci grajku, że niezwyczajni to goście i niezwyczajne wesele… Jeżeli grania się podejmiesz trzos z dukatami jest twój!

Tysiące myśli trębaczowi przez głowę przeleciało, ale pieniądze wydawały się tak blisko rąk, że  koniecznie chciał ich sięgnąć.

- Kim są ci goście, co bez muzyki na sali tańczą?

- Nie przestrasz się grajku – to diabelskie wesele, ale nic ci nie grozi, póki warunków umowy dotrzymasz!

- A jak mnie diabły do piekła porwą?

- A czy ty słyszałeś kiedykolwiek, by muzykanci do piekła szli…

- Ano co prawda, to prawda, nie w piekle muzykantów miejsce!

- Widzisz więc, że obawiać się nie musisz . Jak długo będziesz grał, włos ci z głowy nie spadnie. O świcie diabły znikną, a ty będziesz bogatym panem.

Zgodził się Iwo, ale zanim próg karczmy przekroczył o warunek umowy zapytał.

- Eee, co to za warunek… – machnął karczmarz dłonią. - … przez tę jedną noc nie wolno ci boskiego imienia wymienić…

Podrapał się Iwo po głowie, pomedytował i rękę karczmarzowi podał:

- Zgoda, przyjmuję warunek!

 Obaj weszli do karczmy. Trębacz usiadł w kącie  sali i trąbkę do ust podniósł. Goście weselni podnieśli się zza stołów i  na głos trąbki do tańca ruszyli. Zawirowały taneczne pary , rozniosła się w dal  skoczna muzyka. Zaciekawiony grajek przyglądał się gościom  i dopiero teraz zauważył, że wszyscy są w czarnych strojach. Ze zrozumieniem pokiwał głową:

- No, jakże by inaczej mogło być odziane diabelskie nasienie… – pomyślał. -.. ale co mi tam,  byleby przyrzeczone dukaty  dali…

 Szpetny pan młody i jędzowata panna młoda wywijali w tańcu  i podskakiwali radośnie, goście głośno bili trębaczowi brawo. Noc zaczynała  już rzednąć, zmęczony grajek  coraz dłuższe czynił miedzy tańcami przerwy. W pewnym momencie zza stołu podniósł się pan młody  i zwrócił się do gości:

- Świt zaraz nadejdzie, pora  kończyć zabawę, a ty grajku weź czapkę i obejdź salę, od każdego dostaniesz zapłatę, bo solidnie na nią zasłużyłeś.  Ale zanim od gości dostaniesz  napiwek, idź do karczmarza – niech ci obiecany trzos dukatów przekaże.

 Uradował się Iwo, do karczmarza  podbiega. A karczmarz z uśmiechem mu trzos talarów podaje:

- Uczciwą pracą zarobiłeś… – powiada. – A teraz bierz czapkę i do gości po napiwki  biegnij, tylko się spiesz, bo  świt blisko!

Chwycił Iwo trzos chciwą dłonią,  ciężar jego wymierzył  i  czapkę z głowy zerwał. Do gości podchodzi, a  czarni ludzie  do czapki mu wrzucają miedziaki i   srebrne grosze, złote dukaty i pierścienie z rubinem. Dużo tego, a za każdym ruchem  czarciej ręki więcej i więcej…

Już wszystkich gości grajek obszedł, czapka mu ciąży pod  bogactw ciężarem. Ostatni mu został gość, co pod drzwiami siedział. Ten na wierzch  pieniędzy  złoty łańcuch dorzucił. Pokłonił się  Iwo nisko i z karczmy wybiegł. Jeszcze raz do czapki zajrzał i oczom nie wierzył, że tak wielkie bogactwo  za jedna noc grania otrzymał.

Obejrzał się za  siebie i czarnym dobrodziejom podziękować zapragnął. W wielkie wdzięczności o przyrzeczeniu złożonym karczmarzowi zapomniał.

- Niech wam Pan Bóg za wielką hojności wynagrodzi!-  zawołał z wielką radością. W tej samej chwili diabelskie dary w węgiel się zamieniły. Zdawało się trębaczowi, że  słyszy gdzieś w oddali  diabelskie chichotanie.

 

komentarz[0] |

© 2008 GIMS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
 
powered by jPORTAL 2 & UserPatch