Gimnazjum pod patronatemLinux.pl

Euronet 50/50 max
Oficjalna strona projektu
Nasze planowane działania w projekcie
Logo projektu
Menu
Główna
Dyrektor
Nauczyciele
Historia szkoły
Galeria zdjęć
Prezentacje
Dziennik elektroniczny
Dziennik
Kliknij na link powyżej, aby przejść do strony logowania idziennika
Dodatkowa oferta edukacyjna
Innowacje pedagogiczne
Programy autorskie
Dokumenty szkolne
Dokumenty do pobrania
Reforma 2017
Statut 2017
Szkolny Zestaw Programów Nauczania
WSO 2017
Legendy naszego regionu
Bociania sprawiedliwość
Chłopskie szczęście
Czarcia zapłata
Droga do piekła
Legenda o dzwonie, co miał litościwe serce
Niewdzięczne dziecko
Niezwykła żona
Piekielne polowanie
Skarb
Skrzacie wesele
Srebrne psy
Suknia wodnicy
Trójnożny zając
Zaczarowana studnia
Zaklęte ptaki
Złoto czarnego psa
Statystyki
userów na stronie: 0
gości na stronie: 1
Artykuły > Legendy > Suknia wodnicy

Suknia wodnicy

 

Niezwykle malownicze jezioro Dudek, o którym  wędkarze mówią, że jest oazą spokoju

 i ciszy kryje wielką tajemnicę. Stara kronika  głosi, że  gdy jeziorne mszary wiatr porozsuwa,  widać na dnie  mury  wielkiego zamku. Niezwyczajne to mury i zamek niezwyczajny! Przez trzy dni trzeba stać w zupełnej ciszy i czekać na tę jedną, jedyną słoneczną godzinę, co do dna jeziora dociera. Żeby ten zamek zobaczyć, wielkiej trzeba cierpliwości, bowiem słońce z trudem przedziera się przez  korony starych drzew. Ale kiedy w Zielone Święta ta  słoneczna godzina nadchodzi, odsłania zamek  śpiący wiekowym snem na  jeziornym dnie.  Zielono – brązowe  krużganki oplatają  podwodne rośliny, między wieżami pływają ryby, a na dziedzińcu przesuwają się  tajemnicze cienie.  Czyj to zamek  śni wiekowe sny? Leśne jezioro chroni swoją tajemnicę przed przybyszami.

 Przed wieloma setkami lat   jezioro było ogromne. Z jednego brzegu, drugiego nie dało się ujrzeć.  Zawsze to jezioro o bardzo ciemnej wodzie otaczała mgła. Ludzie nigdy w nim nie pławili koni, ani nie urządzali wesołych harców.  Bali się mgły, bo kiedy słońce ją  podnosiło, przed ich oczami  zaczynały się pojawiać dziwne obrazy.

Na środku wyspy wznosił się ogromny zamek,  niedostępny z lądu. Budził podziw i strach.  Ni do niego dopłynąć, ni do niego dolecieć. Ci, co próbowali łodzią dopłynąć, nigdy nie wracali do domów. A zamek górował nad taflą wody, rozpalając coraz większą ciekawość  mieszkańców okolicznych wsi. Nigdy nie widywali jego gospodarzy. Jednak na dziedzińcu poruszały się jakieś postacie, toczyło się  życie w zamkowych komnatach. Wieczorami we wszystkich oknach zapalało się światło, a od zamku  wiatr niósł śpiew…  W tym śpiewie był szum morskiej fali, krople wody spadającej na  szkło, szmer strumienia  głaszczącego kamienie. Piękny to był śpiew, czasem tęskny, czasem  smutny, czasem  perlisty, jak wiosenny deszcz. Ale biada temu, kto się  w czarowną pieśń  zasłuchał! Jakaś siła  przemożna kazała mu iść na oślep  przed siebie, dalej i dalej od ludzi. Bliżej i bliżej jeziora. Schodził zasłuchany  z brzegu, brnął w wodzie  ku   wyspie, a kiedy już miał jej brzegu dotykać, przepadał w jeziornej toni. Cisza wtedy wielka ogarniała jezioro , zaś echo niosło po lesie  ni to jęk, ni to śmiech. Mieszkańcy pobliskiej  Ścięgnicy czynili wtedy pośpiesznie znak krzyża, odżegnując się od zła, co w jeziorze siedzi.

Mijały lata. Mijały stulecia.  Jezioro  omijane przez ludzi z wolna  zaczynało zarastać. Gęsty tatarak i sitowie przesłoniły z brzegu widok zamku tkwiącego na wyspie. Nad zapomnianym miejscem  nadal unosiła się mleczna mgła. Ale czas był niespokojny. Przez Pomorze przetaczał się potop wrogich, szwedzkich wojsk, co  niosły zniszczenie i głód.

Pewnego dnia  rycerze w  spiczastych hełmach pojawili się  na drodze do Ścięgnicy. Kilka dni później  już panoszyli się w ścięgnickim pałacu , zabierając okolicznym chłopom żywność i dobytek.

Płakały matki, płakały dzieci , gdy najeźdźcy zabierali z zagród  konie, krowy, świnie. Głód zajrzał do chłopskich chat  późną jesienią.

 – Przyjdzie pomrzeć z głodu pod szwedzkim jarzmem… -  szeptali zgnębieni chłopi.

- Nowych zbiorów nie dożyjemy….

Nadszedł zima. Wiał  ostry, mroźny wiatr. Nikt po dobrej woli chałupy w taki dzień nie opuszczał.  Nudziło się Szwedom w  smutnym pałacu, więc kazali grać muzykom. Nastroili  grajkowie skrzypce  i  poniosło z wiatrem skoczną muzyczkę. Ale do tańca- tancerki potrzebne. Nakazał więc dowódca  wiejskie panny przyprowadzić. Przymuszone do tańca dziewczyny obracały się na balowej sali , jak drewniane kukły. Nagle otworzyły się drzwi

 i  stanęła w nich panna, której  nieziemska uroda bliższa była księżycowi i gwiazdom, niż  wiejskim dziewkom Suknia na niej lekka jak mgła, mieniła się błękitem i zielenią , a drogocenne kryształy odbijały światło pochodni. 

- A cóż to,  panowie rycerze, do tańca nie zapraszacie?.. – piękna panna roześmiała się tak dźwięcznie, jakby dzwonki leśne nagle zagrały.

Zerwali się Szwedzi z miejsc i przepychając się wzajemnie  ruszyli ku pięknej nieznajomej.

 A ona kręcąc się w tańcu,  każdego suknią owijała.  Śmiejąc się perliście  wymykała się z objęć jednego tancerza i ku kolejnemu  zmierzała. A co którego sukni mgłą zieloną  owinęła, ten w miłosne zapamiętanie popadał i o niczym innym, tylko o pięknej  nieznajomej w migotliwej sukni myślał. Całą noc przetańczyła  prześliczna panna.

Gdy świt namalował na niebie pierwsze różane kolory , ruszyła ku drzwiom. Za progiem zaczęła śpiewać, tak pięknie , że ptaki umilkły zasłuchane. Mieszkańcy wsi zatykali uszy, ale Szwedzi nic o posępnej sile zwodniczej  pieśni nie wiedzieli.   Nie uszła dziewczyna daleko, gdy  z sali balowej wybiegło dwóch  rycerzy i  ruszyli za  śpiewającą. Śpiew był coraz głośniejszy i głośniejszy… Takiego śpiewu żaden ze Szwedów nigdy  nie słyszał obronić się przed nim nie umiał.  Biegli obaj za  zieloną suknią, która coraz szybciej się od nich oddalała. Biegli za nią przez pole, biegli przez las…  Magnetyczny śpiew nie zamilkł także wtedy, gdy  obaj rycerze  zanurzyli się jeziorze. Dopiero, gdy zamknęło się nad nimi lustro wody, wodnica śpiewać przestała. Echo poniosło w las ni to jęk, ni to śmiech…

A zielona mgła sukni  wodnicy  nadal  tumaniła myśli tych, co  jej w tańcu dotknęli. Kiedy wieczorami rozświetlały się okna w zamku na jeziorze, wychodziła wodnica  na krużganek i zaczynała śpiewać. Do tego śpiewu szli otumanieni kolejni tancerze, którzy już z tej wędrówki nie wracali. A kiedy nad ostatnim Szwedem zamknęły się wody jeziora, wodnica  zakończyła  swoją  okrutną pieśń. Pogasły na zamku światła  i w zupełnej ciszy wyspa zaczęła się wolno  pogrążać w wodzie. Zieloną suknią wodnica zasłoniła lustro wody i skryła w niej na wieki tajemnicę obcego,  zatopionego wojska.

Wędkarze , którzy twierdzą, że  nie boją się czarów wodnicy opowiadają także , iż   zdarza im się czasem wyłowić z  jeziora kawałki pięknej, lekkiej jak mgła zielonej sukni. Ale żaden z nich nie chciałby  zostać zaproszony do tańca przez panią tego jeziora.

komentarz[0] |

© 2008 GIMS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
 
powered by jPORTAL 2 & UserPatch