Gimnazjum pod patronatemLinux.pl

Euronet 50/50 max
Oficjalna strona projektu
Nasze planowane działania w projekcie
Logo projektu
Menu
Główna
Dyrektor
Nauczyciele
Historia szkoły
Galeria zdjęć
Prezentacje
Dziennik elektroniczny
Dziennik
Kliknij na link powyżej, aby przejść do strony logowania idziennika
Dodatkowa oferta edukacyjna
Innowacje pedagogiczne
Programy autorskie
Dokumenty szkolne
Dokumenty do pobrania
Statut
Szkolny Zestaw Programów Nauczania
WSO
Wykaz podręczników na rok szkolny 2016/2017
Legendy naszego regionu
Bociania sprawiedliwość
Chłopskie szczęście
Czarcia zapłata
Droga do piekła
Legenda o dzwonie, co miał litościwe serce
Niewdzięczne dziecko
Niezwykła żona
Piekielne polowanie
Skarb
Skrzacie wesele
Srebrne psy
Suknia wodnicy
Trójnożny zając
Zaczarowana studnia
Zaklęte ptaki
Złoto czarnego psa
Statystyki
userów na stronie: 0
gości na stronie: 2
Artykuły > Legendy > Zaczarowana studnia

Zaczarowana studnia

 

Dawno, dawno temu… kiedy jeszcze ani ciebie, ani mnie, ani naszych prapradziadków nie było na świecie , mała wieś Lubuń szczyciła się niezwykle urodzajną ziemią. Na każdym polu ziemniaki rosły wielkie jak głowy, a pszenica dorodna jak nigdzie indziej. W latach suszy lubunianie zbierali wielkie plony, choć u ich sąsiadów ziarna na polach marniały, a ziemia rodziła puste kłosy. Nic więc dziwnego, że Lubuń był wsią, gdzie bogactwo widać było na każdym kroku.  W  każdej stajni stały piękne konie, w chlewikach pochrząkiwały tłuste wieprze , przed chałupami dziobały ziarno  wielkie indyki. Dziwili się mieszkańcy okolicznych wsi,  dlaczego im ziemia wysycha, a w Lubuniu zawsze wygląda tak ,jakby ją przed chwilą deszcz zrosił. Podglądali pola lubunian rano i wieczorem, ale nigdy nie zobaczyli, by ktokolwiek ziemię podlewał. Szeptano tu i ówdzie, że urodzaj musi być diabelską sprawką, jednak mieszkańcy Lubunia nigdy nie opuszczali mszy w swoim, maleńkim kościele, więc z niechęcią przyznano w końcu, że diabeł nie mógł być z nimi  w zgodzie. Ziarno zebrane z lubuńskich pól  było tak dobre, że płacono za nie najwyższą cenę. Wozy przyjeżdżały po nie z dalekich wiosek, bo piękne ziarno  zapowiadało równie piękny plon. Sypały się do gospodarskich skrzyń   brzęczące  monety. Nie rok i nie siedem lat trwała pomyślność wsi. Piękniały zagrody, bogacił się kościół, któremu datków gospodarze nie szczędzili. Wszyscy przyzwyczaili się do  roli, której nikt nie podlewał, a ona sama z siebie wilgotną  była. Jeden z najbogatszych gospodarzy przechwalał się pewnego dnia w  kobylnickiej gospodzie, że z samego środka ziemi idzie  na jego pola życiodajna woda.

-Nigdy nam nie dorównacie …– przechwalał się  głośno.- …nasza woda nie od deszczu zależna, bo z samego środka ziemi idzie ku naszym polom! A takiej to dobroci woda, że  nawet z kiepskiego ziarna dobry daje plon!

Pospuszczali głowy inni chłopi, bo jakże tu nie zazdrościć  lubunianom wielkiego szczęścia, na które pracą rąk zarabiać nie trzeba. Powzdychali cicho i rozeszli się do swoich zajęć.  Minęło kilka lat.  Mieszkający  tuż przy wjeździe do wsi  Emil Wegner postanowił , po naradzie z rodziną, wybudować na własnym podwórzu studnię.  Razem z trójką synów wziął się raźno do roboty, planując jej zakończenie po tygodniu.  Czwórka mężczyzn pracowała od świtu do nocy, ale woda nie pokazywała się wykopie. Minął następny tydzień i jeszcze jeden, wody nadal nie było. Zniechęcił się Emil. Synowie nie chcieli dalej kopać:

- Złe miejsce  wybrałeś ojcze na studnię! Wszędzie w Lubuniu wystarczy łopatą dotknąć ziemi a już woda na wierzch wyłazi… A tutaj kopiemy i kopiemy, zaraz do środka ziemi   dostać się będzie można , jednak wody nie ma!

- A może jaki bies nam w robocie przeszkadza?!...- zamruczał stary Wegner i kazał najmłodszemu chłopakowi po księdza lecieć.

Jakoż i przybył proboszcz ,wysłuchał narzekań  kopaczy i nowy  dół studzienny wodą święconą  pokropił. Jednak i  wstawiennictwo proboszcza nie na wiele się zdało, po trzech dniach kopania  dół był  nadal pusty. Posmutniał rolnik ,ogromem beznadziejnej pracy zgnębiony i podjął  trudną decyzję;

- Jeżeli jutro do wody się nie dokopiemy, studnię zasypiemy!

Skoro świt cała rodzina stanęła nad dołem,  zaś Emil Wegner zszedł  na dół. Przeżegnał się nabożnie i wbił łopatę w dno. Dziwny, głuchy dźwięk doleciał  ze studni.

- Ojciec  w beczkę uderzył, czy jakie licho takie dudnienie wydało?-  zatrwożył się najstarszy syn. Bracia spojrzeli na siebie i  z niepokojem pochylili się nad dołem. Nagle potężny słup wody wybił z dna studni i wyrzucił  na wierzch  gospodarza., a za nim  wypłynęła ze studni  bieluśka jak śnieg kaczka. Ale nim się kto zorientował, kaczka zniknęła.  Z krzykiem  radości przypadli młodzieńcy do ojca, ale jemu  nie do śmiechu było. Woda wylewała się zgłębi studni niczym nieujarzmiona rzeka.

- Musieliśmy się do środka ziemi dokopać i podziemną rzekę  uwolniliśmy…- wysapał przerażony Emil.-  Ludzi wołajcie, ratunku szukajcie!!

 Woda już zalała podwórko, zaczęła wdzierać się do gospodarskich budynków.  Przerażone konie  zerwały się z uwięzi w stajni  i pognały przed siebie, tratując po drodze wszystko. Rwetes i hałas zapanowały w zagrodzie. Emil  chciał opanować niszczycielską wodę z zaczarowanej studni, ale choć wrzucał do niej kamienie, drewno, sprzęty , zatrzymać jej nie mógł. Sąsiedzi z całej wsi zbiegli się ze wszystkim, co mogło zatkaniu dziury posłużyć, jednak podziemna siła  nic sobie tych starań nie robiła.  Woda zalała już prawie całe gospodarstwo. Płakał Emil, płakała jego żona, łkaniem zanosiły się sąsiadki. Zagłada wsi wydawała się nieuchronna. Nagle oprzytomniał sołtys i kazał  sprowadził starego pustelnika,  co pod lasem w małej chałupinie samotnie mieszkał i ludzi leczył ziołami . Starzec  już czekał przed swoją chatką  słysząc wielkie we wsi poruszenie. Kiedy mu z płaczem straszną nowinę przekazano,  zniknął na chwilę w głębi  chatki , a kiedy pojawił się w drzwiach powiedział:

_Niech gospodarz natychmiast wrzuci do otwory w ziemi czarne zwierzę, co żadnej białej plamki na ciele nie ma, a natychmiast czarna ,podziemna woda  nurt swój zatrzyma! A później  zaczarowaną studnie zasypać trzeba, by  rzeka do środka ziemi wróciła!

Zrobiono jak stary pustelnik kazał. Kiedy w miejsce wypływania rzeki wrzucono czarne cielę woda zatrzymała się i zaczęła się wolno cofać.  Spłynęła na powrót pod ziemię  z zalanych zagród . Ale nagle lubunianie zobaczyli, że wraz z  cofającą się wodą  zapada się pod nią grunt.

- Ziemia nam się przekrzywia! – zawołał jeden z chłopów. – Patrzcie! Po jednej stronie drogi grunty się zapadły! Szybko zasypujcie tę zaczarowaną studnię, żeby nam nowych szkód nie przyniosła!... Ten wał po dziś dzień widoczny jest przy wjeździe do wsi,

Studnię zasypano jeszcze tego samego dnia. Na wszelki wypadek lubunianie usypali wokół niej wielki wał, by o miejscu, które do środka ziemi prowadzi nikt nie zapomniał. Ale uwolnienie potężnych sił ze środka ziemi nie obyło się bez konsekwencji – woda, która  dziesiątkami lat sama nawadniała pola, nagle zniknęła. Próżno lubunianie modlili się o jej powrót, próżno ofiarowywali kościołowi bogate dary  - życiodajna woda  nigdy więcej się nie pojawiła. Spokornieli mieszkańcy wsi, już się bogactwem niepochodzącym z pracy  rąk nie chełpili. Z biegiem lat  coraz bardziej biednieli, bo ziemia niczym się od okolicznych  wsi już nie różniła. Z wielkim wysiłkiem wydawała skromny plon, który musiał na utrzymanie wystarczyć.  Ślad zaczarowanej studni jeszcze dziś można odnaleźć przy wjeździe do Lubunia, bowiem przed wiekami usypano wokół niej wysoki wał, by nikt nie zapomniał o miejscu, w którym ujarzmiona drzemie podziemna rzeka ze środka ziemi.  A zapadłe grunty nadal  ciekawią przybyszy, bowiem jednak strona wiejskiej drogi  dużo niższa jest od drugiej i tego nikt już zmienić nie potrafi.

komentarz[0] |

© 2008 GIMS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
 
powered by jPORTAL 2 & UserPatch